Mikołaj ma kłopoty, czyli jak spełnić trudne do realizacji życzenia gwiazdkowe

Święty Mikołaj musi w jedną noc podłożyć prezenty pod kilkaset milionów choinek? To pikuś! Prawdziwe problemy, z którymi musi się zmierzyć, są takie:

  • Co robić, gdy dziecko w liście do świętego M. poprosiło o prezent znacząco przekraczający nasz budżet?
  • Albo – co gorsza – gdy młodsza pociecha też chce to samo, co starsze rodzeństwo?
  • Jak sprawić, by święty M. nie przynosił pod choinkę tryliarda świecąco-grających zabawek i tony słodyczy?
  • Jak się zachować, gdy babcia wyraźnie mówi o tym, by nie kupować jej nic pod choinkę, bo ona wszystko ma, ale potem, gdy nic nie dostanie, będzie niezadowolona?

Jak może wybrnąć z tych dylematów?

Prezenty przekraczające mikołajowy budżet

Pierwsze dwa problemy dotyczą dokonania wyboru między przekroczeniem budżetu (a co za tym idzie zadowoleniem dziecka tudzież dzieci, czyli świętym spokojem) a łzami, płaczem i negocjacjami pod choinką (gdyby, w drugim przypadku, tylko starszak dostał zamówiony prezent, a młodsze dziecko coś innego). Innymi słowy: wybór należy do Was – każdy bierze to, co lubi.

Można usiłować uniknąć zmierzenia się z tymi wyzwaniami, posiłkując się trikami. Na przykład:

  • Składkowy budżet świętego Mikołaja – czasem sprawę rozwiązuje tzw. prezent zrzutkowy.
  • Negocjacje pod hasłem: “W tym roku święty Mikołaj cienko przędzie, więc jest ryzyko, że się nie uda i co zamiast tego?” – to może się udać ze starszymi dziećmi.

No i oczywiście można podjąć męską decyzję i… wziąć na klatę emocje dzieci. Wykonalne. Chociaż radziłabym mieć wcześniej nieco praktyki w braniu na klatę.

Jak uniknąć fury świecąco-grających zabawek i słodyczy?

Tutaj najprostsze jest wykorzystanie stawiania granic i zdartej płyty. Na przykład tak:

Droga rodzino, bardzo prosimy przekazać świętemu M., by szukając prezentów dla naszych dzieci, pomijał wszelkie głośne i świecące zabawki oraz słodycze. Dziękujemy. Zamiast tego prosimy o – i tu, dla ułatwienia, warto podać jakąś sugestię.

To było stawianie granic.

Uwaga – z dobrego serca radzę nie wchodzić w dyskusję na argumenty w stylu: „ale jak to, przecież to święta, przecież to dzieci, chcecie im zabrać dzieciństwo?”. Dlaczego nie? Bo potencjalni darczyńcy mają swoją wizję, Wy swoją i to będzie wizja przeciwko wizji. Gdy padną takie pytania, warto parę razy powtórzyć naszą prośbę – i tu właśnie przydaje się zdarta płyta.

Dodatkowo możemy zaproponować zmianę świątecznej tradycji obdarowywania się prezentami “każdy każdemu” na klasyczne losowanie. Czyli dorośli losują np. po jednym dorosłym i dziecku (tudzież dwójce dzieci – w zależności od liczebności rodziny). To znacząco zmniejsza ilość upominków pod choinką.

Jak sprawić, by babcia była zadowolona?

To zdecydowanie najcięższy kaliber.

Przede wszystkim – jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim babciom  dogodził. Jest duża szansa, że niezależnie od tego, co wybierzesz, i tak babcia będzie miała okazję zaprezentować niezadowolenie. To trochę taki dylemat jak z powiedzenia o utknięciu między młotem a kowadłem albo o wyborze między dżumą a cholerą.

Jeśli przyjmiemy, że babcia jest dorosła, trzeźwa i zdrowa na umyśle, to można potraktować dosłownie to, co mówi i spełnić jej życzenie, czyli dać jej pod choinkę NIC. To byłoby zachowanie asertywne.

Ale do tego dochodzi znajomość życia, czyli babci i tego, co wiemy o jej dotychczasowych reakcjach w różnych sytuacjach. I bądź tu, człowieku, mądry…

Jedyne, co przychodzi mi do głowy, to prezent zbiorowy. Czyli babcia nie dostaje własnego prezentu – zgodnie z życzeniem – za to zostaje uwzględniona np. w jakiejś grze dla całej rodziny lub książce, która będzie się podobać i jej, i dwóm ciotkom, albo kawie dla babci i dziadka itp. Wtedy niejako i wilk będzie syty, i owca cała.

Jeśli masz inny pomysł – napisz 😀

Osobiście nie zazdroszczę świętemu Mikołajowi tych dylematów i trzymam za niego kciuki 😀

I jak to mówią – oby wszyscy zdrowi byli 🙂

Wesołych Świąt 🙂

PS. Jak widać, asertywnością nie da się rozwiązać wszystkich dylematów świata. Ale nie od tego ona jest. To raz. A dwa – często dana sytuacja sprowadza się do wyboru między jedną a drugą wartością. A to, co wybierzemy, zależy od wielu czynników, o czym jeszcze napiszę.

PS2. Po więcej tekstów o wykorzystaniu asertywności w kontekście świąt zajrzyj do wydarzenia „Święta z nutą asertywności w pytaniach i odpowiedziach.” Zajrzyj jutro, by przeczytać kolejny tekst. A jeśli Ci się podoba – podaj go dalej! I koniecznie zapisz się do newslettera 🙂

Related Post

Share

8 Replies to “Mikołaj ma kłopoty, czyli jak spełnić trudne do realizacji życzenia gwiazdkowe”

  1. Mam chyba ogromne szczęście. Póki co mam jedno dziecko, które w dodatku zwykle swoimi marzeniami mieści się w granicach norm i możliwości finansowych 🙂 Problemu z grająco-świecącymi zabawkami nie doświadczyłam. Od początku przykładałam dużą uwagę do tego, czym bawi się moja córka, a i większość rodziny zawsze pytała o preferencje młodej. Co do babci, to zawsze z niecierpliwością czeka na prezent ode mnie. Nie lubi nic dostawać, ale kalendarz ze wszystkimi członkami rodziny, to coś co sprawia, że uśmiech nie schodzi jej z twarzy 🙂

  2. Kupowanie prezentów to czasem ciążka sprawa, ale ważne jest by nasza rola na samym zakupie się nie zakończyła. Czasem zabawa zabawką za kilka złotych sprawia dzieciom większą frajdę, dlatego, że bawimy się nią wspólnie, całą rodziną.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.