Jestem gapą – czyli o tym, jak uprawiam ogródek mojego dziecka

„Jestem gapą”, powiedział ostatnio mój syn, wychodząc z pokoju. Zapomniał czegoś i tak to skomentował. To moja wina, że użył takiego określenia. Identyczne zdanie usłyszał ode mnie – nazwałam tak siebie po tym, jak coś mi się nie udało.

Oczywiście natychmiast sprostowałam, że nie jest żadnym gapą, tylko że zapomniał zabrać tego, co chciał i to wszystko. Pytanie tylko, ile razy będę musiała to sprostowanie powtarzać, żeby z jego pamięci zniknęło to określenie i by więcej tak o sobie nie mówił.

Sianie ziarenek

Czemu taką wagę przykładam do jednego krótkiego zdania?

Bo ta sytuacja pokazuje, jak łatwo dzieci wychwytują to, co się przy nich mówi, i jak natychmiast same to stosują w odniesieniu do siebie.

Komunikaty w formie etykiet „jestem taki, jestem siaki, jestem owaki” są niezwykle chwytliwe dla małej główki i na długo zapadają w pamięć. A przecież stanowią one zaczyn tego, co dziecko później będzie mówiło do siebie w ramach monologu wewnętrznego. Ta sytuacja niesamowicie zadziałała na moją wyobraźnię. Uświadomiłam sobie, że dbając (lub nie) o to, w jaki sposób mówię o sobie, mam realny wpływ na przyszłość mojego dziecka. Na to, jak będzie mówiło do siebie jako dorosły – dobrze, wspierająco, czy blokująco. A od tego, co usłyszy od siebie, będzie zależało jego podejście do radzenia sobie z wyzwaniami, sukcesami i porażkami.

To się dzieje tu i teraz.

Dzisiaj my, jako rodzice, rzucamy ziarenka, które wykiełkują i urosną w ogrodzie naszych dzieci. Pytanie, jakimi roślinami chcemy go wypełnić.

Uprawa ogródka

Oczywiście dbanie o przydomowy ogródek polega między innymi na tym, że nie wszystkim kiełkującym roślinom pozwalamy rosnąć. Zatem to „gapowate” ziarenko potraktuję jak chwast, który trzeba ręcznie wyplewić.

Dzięki tej sytuacji bardzo zwiększyłam swoją uważność na to, co mówię przy dziecku –  o nim i o sobie – a także na to, co o sobie myślę. Bo to, co na języku, wcześniej rodzi się w głowie. Tak wszystko się zaczyna. Sposób, w jaki o sobie myślimy, to element osobistego monologu wewnętrznego. Część tych zdań to “nagrania” wypowiedzi zasłyszanych w dzieciństwie od ważnych dla nas osób. Inne – to już nasze własne pomysły. Te komunikaty, odtwarzane w głowie raz po raz, przy każdym bez mała kroku, przy każdej decyzji, komentujące uzyskane efekty (pozytywne lub negatywne), albo pomagają nam funkcjonować, albo rzucają dodatkowe kłody pod nogi.

Co mówimy do siebie, gdy osiągniemy sukces?

  • Udało mi się (czyli to był łut szczęścia).
  • Uff, ale miałam szczęście.
  • Jakim cudem mi to wyszło?
  • Zrobiłam dobrą robotę.
  • Dobra robota, dziewczyno!
  • Przypadek? Nie sądzę 😀

Jak mówimy do siebie, gdy coś nam nie wyjdzie?

  • Wiedziałam, że tak będzie.
  • Do niczego się nie nadaję.
  • Tępa jestem. Skończona idiotka.
  • Kretynka do kwadratu, jak mogłam tak się nabrać?
  • Jestem złą matką.
  • Popełniłam błąd tu i tu, następnym razem trzeba to przewidzieć.
  • To się czasem zdarza, ale kto nie próbuje, ten nie ma efektów.
  • Tym razem byli lepsi ode mnie, ale następnym razem znowu spróbuję.
  • Ten sposób nie zadziałał, przetestuję kolejny.

Widzicie różnicę?

Jedne zdania podważają własny sukces, inne sugerują przypadkowe działania, zaś przy porażce stwierdzają oczywistość klęski. Inaczej działają zdania wspierające. Podkreślają własną pracę i zaangażowanie wniesione w sukces, a porażki traktują jako sytuacje jednostkowe (bez generalizowania i epitetów).

Ważna informacja! Ponieważ jest to nasz monolog wewnętrzny, to możemy go zmieniać tak, by stał się wspierający. Wystarczy wyłapywać zdania nieprzyjazne i wyrywać jak chwasty, zastępując słowami pomocnymi i budującymi. Łatwo brzmi, trudniej wykonać, ale się da!

Więcej na ten temat: Ty też jesteś czarodziejką

Piękny ogród

W psychologii istnieje pojęcie terytorium psychologicznego (TP). Oznacza ono wszystkie te rzeczy, materialne i niematerialne, które są dla człowieka ważne, osobiste. Należą do nich zarówno własne ciało oraz szczoteczka do zębów (oczywiste), jak i rodzina, dom wraz z tym, co się w nim znajduje, biurko w pracy. Są to również wartości, które wyznajesz, przestrzeń wokół Ciebie, gdy jedziesz autobusem, to, co myślisz i co czujesz, Twoje granice. Niektórzy porównują TP do ogrodu z ogrodzeniem.

Ogrodzenie, które stawia właściciel jest różne. Czasem solidne, z mocną, dobrze naoliwioną furtką, a nawet bramą. Innym razem to płot pełen dziur, jeszcze innym w ogóle nie ma ogrodzenia albo pozostają tylko jego nędzne resztki.

To, jak wygląda ogrodzenie, jaki jest stan samego ogrodu, zależy od świadomości właściciela. Od tego, czy wie, co jest dla niego ważne i czy o to dba. Czy umie postawić granice intruzom i czy zaprasza gości do środka tylko wtedy, gdy sam tego chce.

Wygląd naszego ogrodu zależy m.in. od tego, co do siebie mówimy. Gdy mamy do siebie zaufanie, gdy się wzmacniamy, sami dla siebie jesteśmy wspierający, gdy wiemy, co jest dla nas ważne, a co nie – ogród jest piękny i zadbany. Gdy sami źle się traktujemy, wtedy ogród przypomina nieuprawny ugór. I zależy to od nas.

A wracając do początku tekstu

Skoro to, jak będzie wyglądał ogród mojego syna, zależy również od tego, co dziś słyszy ode mnie (i oczywiście od swojego taty oraz innych ważnych dla niego dorosłych), to jeśli nie chcę, by był to nieużytek, tylko teren, który będzie miłym miejscem, muszę zadbać o to, by ten “gapowaty” chwast wyrwać zanim się rozrośnie. Na jego miejsce powinnam zasiać ziarna takich słów, które w przyszłości, rosnąc jak drzewa w ogrodzie mojego syna, będą dawały mu oparcie w chwili burzy i cień w dniach upalnych.

Kolejne zadanie to nauczyć moje dziecko tak uprawiać ogród, by jak najlepiej mu służył.

Zanim ogród wygląda cudnie, jego uprawa ogrodu trwa lata. U nas prace już trwają.

Jak wygląda Twój ogród?

Więcej na ten temat: Czym skorupka za młodu nasiąknie, czyli co wypada mówić do dziecka?

Epilog

Następnym razem, gdy czegoś zapomnę, pomylę, coś mi upadnie
zamiast “jestem gapą”
powiem “o, zapomniałam, pomyliłam się, aaa upadło mi”.
Możecie to traktować jako obietnicę.

cdn.

zdjęcie: by Hans Braxmeier from Pixabay 

9 Replies to “Jestem gapą – czyli o tym, jak uprawiam ogródek mojego dziecka”

  1. Nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak to co mówimy wpływa na nasze dzieci. Sama jestem zaskoczona, jak mój syn powtarza po mnie pewne zwroty, a mnie się wydaje, że mówię je rzadko

  2. Dość długo się zastanawiałam co mówić dziecku zamiast słynnego “Udało ci się!”. Wydawało mi się, że nie ma w języku polskim odpowiednika angielskiego “You did it!”. I w końcu wpadłam na odpowiednie zdanie: “Poradziłeś sobie!”. Zdanie jest świetne, ale nie jestem przyzwyczajona, żeby tak mówić i bardzo ciężko to wdrożyć.

  3. Nie ukrywam, że i ja o sobie nie raz mówić “gapa”…Myślę, że nie zawsze tak bardzo zwracamy uwagę na słowa, których używamy, a każde z nich ma jednak głębsze znaczenie…

  4. Fantastyczny tekst ze wspaniałą metaforą! Mam nadzieję, że przeczyta go baaaardzo dużo osób, nie tylko mam!
    Czasem trudno zobaczyć własny ogródek. Aktualnie wydaje mi się, że jest całkiem spoko, ale nie mogę być w 100% pewna. Mają na niego wpływ także ludzie wokół, najbliżsi sąsiedzi. Mam nadzieję, że otaczam się wartościowymi osobami, kochającymi mnie i stanowiącymi dobry nawóz, ale nie zawsze tak było.
    Ech, ogrodnictwo to bardzo trudna sztuka. 😀

  5. Kiedyś mój szef mnie naprostował. Ja powiedziałam, że mi “się udało” coś zrobić. A on na to, że wcale nieprawda. Nic mi się nie “udało”. To była moja ciężka praca. Zapadło mi to niesamowicie w pamięć. Powtarzam to teraz ciągle. Dziękuję mu za te słowa, to jedna z najlepszych rzeczy, jakie usłyszałam.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.