Granice miłości

Miłość to nie pluszowy miś ani kwiaty.
To też nie diabeł rogaty.
Ani miłość kiedy jedno płacze
a drugie po nim skacze.
Miłość to żaden film w żadnym kinie
ani róże ani całusy małe, duże.
Ale miłość – kiedy jedno spada w dół,
drugie ciągnie je ku górze.
“Zanim pójdę”, Happysad

Miłość – sens życia i pragnienie ludzkości. Opiewana w wierszach, poematach, książkach. Temat przewodni dziesiątków filmów i bohaterka tysięcy piosenek. Wszystko z nią, nic bez niej.

A potem, gdy się zjawi, bywa czasem tak…

Post anonimowy

Drogi Facebooku!

Może ty poradzisz, bo ja już nie wiem, co robić. Mój facet (nie jesteśmy małżeństwem) ostatnio zrobił się jakiś niedobry. Zachowuje się koszmarnie. Wyzywa mnie od najgorszych, nic nie robi w domu, bo to on zarabia i musi po pracy odpocząć. Nie wraca na noc, bawi się z kolegami i twierdzi, że to ja się czepiam. Bo przecież ma prawo do tego, by robić to, co chce.

Na początku taki nie był. Kiedy się poznaliśmy, było jak w niebie. Po trzech miesiącach okazało się, że jestem w ciąży. Całą ciążę nosił mnie na rękach. Ale potem, gdy synek się urodził, zaczęło się robić coraz gorzej. Mieszkam u niego, moi rodzice mieszkają 300 km stąd, nie mam nikogo do pomocy. Wszystko robiłam przy dziecku sama, a on się tylko denerwował, że mały ciągle płacze (miał kolki). I że spać po nocy nie daje. Ale jakoś dawało się wytrzymać. Pogorszyło się, odkąd się okazało, że będziemy mieć drugie dziecko. Teraz, jeśli już przyjdzie z pracy normalnie, to nawet palcem nie kiwnie, zostawia wszytko tam, gdzie rzucił, je obiad i idzie grać. I się wkrzurza, jak dziecko do niego chce zajrzeć.

Nie wiem, co mam robić. Mogłabym wrócić do mamy, ale to daleko stąd, a poza tym to wstyd – wrócić z dzieckiem i z brzuchem. I nie miałabym z czego żyć, a on mi grozi, że odbierze dzieci. Czuję się jak w jakimś koszmarze! Cały czas żyję w stresie, boję się o maleństwo. Co mam robić?*

*Nie cytuję, bo to nie jest autentyczny post. To fikcja literacka, ale wszelkie podobieństwo do prawdziwych zdarzeń i osób nie jest przypadkowe.

Nie zliczę bowiem, ile już czytałam takich postów. Scenariusz jest zwykle podobny – wielka miłość, szybki ślub albo i nie, ale jest dziecko, czasem już dwójka, często kolejne w drodze. Facet zachowuje się skandalicznie, przekracza normy wszelakie – obyczajowe, dobrego wychowania i smaku oraz stosuje przemoc (zarówno emocjonalną, jak i ekonomiczną oraz fizyczną). A kobieta się miota między facetem, dzieckiem a rodziną (która sama często ma „za uszami”, dołuje, jest dysfunkcyjna). I podaje gotowy obiad, gdy on przychodzi do domu. Aha, nie dodałam jeszcze, że czasami wchodzi w grę także alkohol albo/i narkotyki.

I w końcu help-post na facebooku z rozpaczliwym pytaniem: „Co robić?”

Reakcje

Komentarze prezentują cały przekrój reakcji – do wyboru, do koloru. Są rady dosadnie sugerujące wykopanie faceta z życiorysu, a także sugestie wyjechania do matki, skoro istnieje taka możliwość. Jeszcze inni doradzają stanowczą rozmowę z „partnerem” i oburzają się, że nadal dostaje gotowe obiady. Czasem można znaleźć analizę zachowania i potrzeb tego mężczyzny. Generalnie reakcje zależą zwykle od charakteru grupy.

Asertywność jako lekarstwo?

Nie komentuję tutaj publikowania podobnych treści na facebooku. Zdarza się przecież, że człowiek naprawdę nie ma do kogo ust otworzyć, a czuje się jak w pułapce bez wyjścia. I to jest wołanie o pomoc. I dobrze, że ono się pojawia.

Pytanie, co można w takiej sytuacji zrobić? Stawiać granice? Powiedzieć NIE?

I tak, i nie.

Być może, gdyby po pierwszym incydencie jasno i wyraźnie postawić granice, nie doszło by do eskalacji. Wtedy rzeczywiście asertywność mogłaby się sprawdzić i takimi prostymi środkami dałoby się doprowadzić do szczęśliwego zakończenia.

Ale podobne posty nie opisują zwykle jednorazowego zdarzenia, tylko obraz historii trwającej od miesięcy. I wtedy nie jest to kwestia prostej rozmowy, która wszystko zmieni.

Gdy asertywność to za mało

Gdy na asertywność jest już za późno, brakuje wsparcia w bliskich osobach, pozostaje sięgnąć po kroki formalne (patrz niżej).

Dobrze się dzieje, gdy poza rozpoczynaniem procedur oficjalnych jest możliwość podjęcia terapii i to dla wszystkich zainteresowanych. Wszystkich, dlatego, że potrzebna tu może być także terapia uzależnień i terapia dla osób współuzależnionych. Nieodzowne jest również wsparcie dla dziecka. Wszystko zależy od konkretnej sytuacji.

Gdzie uzyskać pomoc?

Co się dzieje dalej?

Różnie.

Czasem kobieta, przy mentalnym wsparciu grupy, odnajduje w sobie siłę i determinację do tego, by zawalczyć o siebie i dzieci. Czasem pisze jeszcze kilka postów w podobnym tonie, czyli nadal tkwi w błędnym kole. Czasem znika bez śladu i tylko niektórzy członkowie grupy myślą niekiedy o niej i o jej dzieciach.

Prewencja, czyli jak zapobiegać takim sytuacjom

Wiadomo, zawsze lepiej zapobiegać niż leczyć. Asertywność nie jest panaceum na całe zło. Nie rozwiąże każdej sytuacji. Ale wielu z nich może zapobiec.

Warto zwracać uwagę na tzw. dzwonki alarmowe – zmiany w zachowaniu, których nie było, a które niepokoją. Np.

  • przemoc słowna, agresja fizyczna (których wcześniej nie było),
  • nagłe, niekontrolowane wybuchy gniewu,
  • apatia, brak apetytu,
  • bezsenność,
  • „odcinanie” się od bliskich (internet, nałogowe granie w gry komputerowe, alkohol, narkotyki),
  • zmiana zachowania – późne, niezapowiedziane powroty do domu, niedotrzymywanie umów i zobowiązań.

Takie zachowanie „drugiej połowy” nie pojawia się bez powodu. Zawsze są to zapowiedzi, że coś jest „nie tak”. Czasem powodem zmian jest „zwykłe” przemęczenie, czasem to pierwsze objawy depresji, czasem „odreagowywanie” sytuacji utraty pracy, ale niekiedy jest to sposób na rozładowanie stresów, który przekracza granice drugiej osoby.

Nigdy nie oceniam kobiet, które przegapiły takie sygnały albo je zignorowały, albo miały nadzieję, albo się łudziły, albo liczyły na to, że one go nawrócą. Też jestem człowiekiem i nikt nie jest doskonały.

A poza tym…

To nieprawda, że „widziały gały, co brały”, bo „miłość jest ślepa”.


 

Related Post

Share

20 odpowiedzi do “Granice miłości”

  1. Bardzo trudny, ale i ważny temat. Myślę, że szczególnie ważne jest w tym wszystkim przełamywanie pewnego rodzaju stereotypów, które mówią o konieczności podporządkowania się kobiety. Wciąż są matki, które boją się sprzeciwić, ponieważ myślą że tak musi być. Tematyka wyjątkowo złożona i trudna, ale warto ją poruszać.

  2. Szczerze mówiąc, nie wiem co napisać, jak to skomentować. Temat jest bardzo złożony, dotknęliśmy tylko wierzchołka góry lodowej. Przede wszystkim nikt nie robi się po prostu “zły”, zawsze są te przyczyny. To zawsze jest jakaś niespełniona potrzeba. Naturalnie nikt z zewnątrz nie jest odpowiedzialny za jej spełnienie. Ale jednak, gdy bliska nam osoba zaczyna nie radzić sobie ze swoimi problemami, trzeba rozmawiać. Nie wtedy, gdy już jest tak poważnie, bo czasem, nawet mimo chęci obu stron, trudno przełknąć wypowiedziane niegdyś słowa i pójść dalej, nawet jeśli szacunek w relacji wraca do łask. Trzeba być bardzo uważnym i świadomym tego, co dzieje się w nas samych, żeby też umieć pomagać innym. Bardzo skomplikowany temat, który tylko pozornie jest tak łatwy do oceny.

  3. Fakt, że asertywność jest bardzo ważna, ale równie ważne jest aby asertywnym być już od samego początku. Znam wiele sytuacji gdzie na początku związku kobieta jest uległa i zgadza się na wszystko bo nie chce okazać się jędzą, ale to w późniejszym okresie może jedynie tworzyć konflikt. W pewnym momencie Ona budzi się i zaczyna stawiać granice, a On przyzwyczajony już do innego jej zachowania dalej robi swoje.

  4. To chyba dla niektorych osob – sama w sobie jest patogenna sytuacja. On czuje, ze ma cala wladze, bo to on trzyma kase, a moze raczej boi, ucieka od odpowiedzialnosci i mami sobie oczy.
    Ona – brakuje jej wiary w siebie, bo w dzisiejszych czasach coraz bardziej takim miernikiem wartosci czlowieka sa pieniadze. I robi sie sytuacja patowa.

  5. W grupach do których należę widzę ze jest cała masa takich postów. Jest to bardzo przykre., ze mężczyźni nie poczuwają się do roli ojca.

  6. Zdarza się, że czytam takie historie na facebooku. Zawsze jest mi przykro, że ktoś cierpi z powodu miłości. I choć ciężko przewidzieć, jak zmienimy się w związku, żadna sytuacja nie jest bez wyjścia. Trzeba tylko znaleźć siłę, by wziąć sprawy we własne ręce. I umieć poprosić o pomoc.

  7. Poważny wis na poważny temat. wiele takich problemów wynosimy z domu. Jeśli w domu panował patriarchat i dodatkowo matka pozwalała na przemoc – z dużym prawdopodobieństwem spotk to córkę. Dla niej takie sytuacje to norma. Dlatego cieszę się że wychowywałam się w rodzinie gdzie od kilku pokoleń panuje matriarchat. Dzięki temu moje córki znają swoją wartość i mają mniejsze szanse na tak chore uczucie do drugiej osoby

  8. Są granice, których przekraczać nie można. Wiadomo, że w każdym związku są lepsze i gorsze dni. W każdym może być głośniejsza wymiana zdań, ale bez wyzwisk i przemocy.
    Współczuję kobietom, które godzą się na takie traktowanie, przy czym same siebie obwiniają. Nie powinno tak być. Warto korzystać z pomocy innych ludzi, trzeba rozmawiać i walczyć o normalne życie.

  9. Takich postów na Facebooku jest na pęczki. Za każdym razem czytam je z przerażeniem. Że można się tak bardzo uwikłać i tak bardzo nie potrafić odejść do człowieka, który dzień za dniem równa nas z ziemią…

  10. Często jest to przyzwolenie kobiet na takie zachowania i nie postawienie granic, a później nagła zmiana zachowania. Wszystko zaczyna się od rozmowy. Trzeba rozmawiać tłumaczyć co nas boli, czego sobie nie życzymy. To chyba jedyny słuszny sposób dojścia do porozumienia. Oczywiście druga strona musi chcieć tego tak jak my 🙂

  11. Często też w takich przypadkach decydującą rolę odgrywa to, że ta kobieta czuje wewnętrzną misję, w którą wierzy, a której celem jest “jak go zmienię, zdarzy się to , czy tamto i on się nareszcie zmieni, będzie jak dawniej, moja miłość to uczyni”. Bo tak sobie myślę, co trzyma tą kobietę przy tym facecie, jeśli nie jakaś “ślepa miłość”? Wiem, że to wcale nie jest łatwo tak powiedzieć – odchodzę i tyle. Samemu się nie da. Potrzeba wsparcia i jednoznacznej decyzji. Żeby nie dawać kolejnych szans. Oj, trudny temat, trudny. A mizoginiści niestety, ale żyją wśród nas.

    1. Trudny temat. Zupełnie niewalentynkowy 😉 Co trzyma kobietę? Zastanawiam się na ile wpływ ma także poczucie własnej wartości a raczej jego brak. Poczucie niewiary w siebie i strach przed zmianą + co ludzie powiedzą + co teraz będzie…. Wsparcie dużo daje, ale bez własnej decyzji kobiety, żadne wsparcie nic nie zdziała…

  12. Człowiek potrafi się świetie kamuflować. Zdarza się tak że po paru miesiącach nasza ukochana osoba zamienia się w tyrana. Może wcześniej były jakieś symptony, które ciężko było zauważyć. Bo stan zakochania to czusta chemia w mózgu…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.