Bycie miłym to przekleństwo – recenzja

Uwaga, spoiler!

Książka zaczyna się opisem naprawdę mocnej sytuacji.

Oto kobieta lat 45, mężatka i matka dzieciom, wywraca się na rodzinnej potańcówce. Oczywiście wypadek zostaje zauważony przez innych, ale poszkodowana wmawia zatroskanym krewnym, że wszystko jest OK. Mówi tak, bo nie chce sprawiać kłopotu, skupiać na sobie uwagi, robić zamieszania i psuć imprezy.

Mimo wciąż utrzymującego się dotkliwego bólu w ręce:

  • prowadzi samochód w drodze powrotnej do domu – bo właśnie przypadała jej kolej;
  • nie idzie do lekarza – bo ci są zwykle zapracowani i nie chce im dokładać pracy (sic!);
  • przez kolejne dni zajmuje się potomstwem w wieku szkolnym – akurat trwają ferie, wozi więc dzieci na różne zajęcia;
  • normalnie zajmuje się domem;
  • spotyka się z przyjaciółką, z którą wybiera się na małą wyprawę łódką i mimo, że przyjaciółka sugeruje, że sama będzie wiosłować (zauważa bowiem, że bohaterkę boli ręka), nie zgadza się i również chwyta za wiosła, bo inaczej byłoby to nie fair (sic!) wobec towarzyszki.

Ostatecznie trafia do lekarza po 10 (sic!) dniach od upadku, wzudzając żywe zainteresowanie personelu, okazuje się bowiem, że ma złamaną rękę.

Dopiero z gipsem na ręce odpręża się. Wreszcie pozwala sobie na to, by prosić innych o pomoc – ma wszak widoczne usprawiedliwienie.

Bohaterką opowieści jest… autorka książki.

To wydarzenie ją otrzeźwia. Dociera do niej, że jest dotknięta syndromem Przekleństwa Bycia Miłym. Zapisuje się do terapeuty i zaczyna pracę nad sobą. Ta sytuacja staje się źródłem jej przemiany i m.in. zaczynem książki.

Koniec spoilera.

***************

O książce

Autorka jest terapeutką i mocno to widać w sposobie pisania książki. Na przykładach historii swojej i kilkorga swoich pacjentów (dane zostały zmienione) pokazuje, jak bycie przesadnie Miłym prowadzi do złych konsekwencji w życiu konkretnych ludzi. Aby uniknąć rozczarowania innych, ich gniewu lub by zaskarbić sobie ich aprobatę, starają się być Mili, co w rezultacie obraca się przeciwko nim. Analizując historie pacjentów, autorka bada, co sprawiło, że stali się Miłymi, jaki typ Miłych prezentują i jak wyglądało ich wychodzenie z bycia Miłymi (m.in. jakie zastosowali ćwiczenia na tej drodze). Mili bowiem często tłumią swoje emocje, bo chcą być mili. Nie mówią tego, co czują, więc inni nie wiedzą, jacy są naprawdę. Mili zaś ciągle boją się odrzucenia, do którego i tak dochodzi, gdy tłumione emocje w końcu wybuchają. Błędne koło.

Mocne miejsca książki

Autorka porusza podstawowe zagadnienia związane z byciem Miłym:

  • przekonania – spora dawka wiedzy dotyczącej roli przekonań, skąd one się biorą oraz jak pracować nad ich zmianą,
  • radzenie sobie z krytykiem wewnętrznym a także ze strachem,
  • praca nad poczuciem własnej wartości,
  • narzędzia komunikacji,
  • eksperymenty behawioralne – mocne dwa rozdziały dotyczące po prostu wprowadzania zmian w sposobie komunikacji przy pomocy testów. Autorka rozprawia się przy okazji z takimi przekonaniami jak to, że swoją odmową kogoś się rozczaruje lub że zawsze trzeba pomagać. Pisze także o tym, jak radzić sobie z reakcjami otoczenia na zmiany, które się rozpoczyna
  • stawianie granic
  • radzenie sobie z cudzymi reakcjami.

Słabe miejsca książki

Mam zastrzeżenia do małej liczby ćwiczeń do pracy indywidualnej. Z kolei ćwiczeniom dotyczącym stricte komunikacji asertywnej brakuje konkretnych przykładów.

Dużym utrudnieniem było dla mnie podzielenie opisywanych losów pacjentów w taki sposób, że śledzi się je po kawałku przez całą książkę. Autorka zdecydowała się na takie rozwiązanie ze względu na prowadzoną analizę każdego etapu terapii i stopniowe wprowadzanie kolejnych pomocnych ćwiczeń. Na pewno ma to pewien sens, ale zdecydowanie psuło to mój odbiór opisanych historii. W rezultacie siła emocji, a przez to oddziaływanie na moją wyobraźnię, które mogłyby one budzić, były zdecydowanie osłabione.

Książka ma monotonną szatę graficzną. Brakowało mi wyróżnień graficznych istotnych zdań czy myśli. Także styl pisania autorki był dla mnie trudny do strawienia – przyznaję, że do przeczytania tej pozycji specjalnie pod kątem recenzji zabierałam się dwa razy.

Jest coś w sposobie pisania, co sprawia, że odkładając książkę, natychmiast zapominałam, o czym czytałam i wracając do niej, musiałam sobie najpierw przypomnieć miejsce, w którym skończyłam. Być może więc należałoby czytać ją całymi rozdziałami, ale dla matki dziecka w wieku przedszkolnym rzadko jest to wykonalne.

Wnioski

Jeśli chcesz oswoić się z myślą, że warto popracować nad asertywnością, szukasz inspiracji, chcesz samodzielnie poćwiczyć podstawy – ta książka jest dla Ciebie.

Jeśli chcesz skupić się na technikach komunikacji asertywnej – tego tu nie znajdziesz.

Moja ocena: trzy gwiazdki na pięć.
Edit: za dostępność dokładam czwartą gwiazdkę.

(Oczywiście masz prawo do własnego zdania – jeśli znasz tę książkę i masz inne wrażenia, podziel się nimi, proszę, w komentarzu).

Jacqui Marson
Bycie miłym to przekleństwo
Jak nauczyć się asertywności i z łatwością mówić NIE
MUZA SA, Warszawa 2016

 

PS. Książka jest do nabycia.
PS2. Jeśli recenzja była dla Ciebie przydatna – podaj ją, proszę, dalej. Jeśli nie – napisz, proszę, jakie informacje chciałabyś tu znaleźć.

 

fotografia własna.

9 Replies to “Bycie miłym to przekleństwo – recenzja”

  1. Po przeczytaniu spoilera pomyślałam, że bohaterka jest, przepraszam za kolokwializm, pieprznięta. No jak można być taką głupią. To nie bycie miłym tylko głupim. Miłym to się jest, jak się przytrzymuje drzwi sąsiadowi. Rzuciłabym książkę w kąt. Dlatego dziękuję Ci za recenzję.

  2. Frapujący tytuł. To na pewno. Ale: 3/5 to raczej ocena przeciętna. Faktycznie wydaje się, że wartością powinna być nauka techniki asertywności na codzień, niż poznawanie zasad bycia asertywnym i przyjmowanie dlaczego w życiu lepiej być asertywnym niż nie.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.