Granice asertywności – wyjątek

W artykule o terytorium psychologicznym (TP) i granicach (G) wspomniałam o osobistej odpowiedzialności człowieka za to, jakiej jakości TP i G dysponujemy.

Jest jeden wyjątek. Wyjątek, w którym Ty, mimo, że jesteś gospodarzem na swoim terenie, jesteś odpowiedzialna także za terytorium drugiego człowieka.

Chodzi tu mianowicie o TP i G Twojego dziecka (tudzież dzieci, ale wygodniej mi będzie pisać w liczbie pojedynczej). To bowiem rodzice (a na początku głównie mama), są odpowiedzialni za to, jak kształtuje się TP i G malutkiego dziecka. (Owszem, jest jeszcze drugi wyjątek, gdy zajmujesz się niedołężnym członkiem rodziny – mężem, którymś z rodziców, krewnym – ale to temat na inny tekst).

Ambasador dziecka

Ambasador to przedstawiciel kraju na terytorium innego państwa. Do jego zadań należą m.in. reprezentowanie kraju ojczystego, ochrona interesów i obywateli własnego kraju, działanie na rzecz promocji kraju, prowadzenie rokowań z państwem przyjmującym i inne.

Czyż rodzice nie są ambasadorami swojego dziecka?

Od początku reprezentują je przecież na zewnątrz we wszystkich relacjach z innymi ludźmi. Dbają o interesy dziecka i to od nich zależy, jak przestrzegane są podstawowe prawa dziecka do:

  • niezakłóconego snu, karmienia na żądanie, czułości, spania z rodzicami lub nie, przy zapalonym świetle lub nie,
  • tego, jak obchodzą się z dzieckiem inne osoby – starsze rodzeństwo, teściowie czyli dziadkowie dziecka, krewni i znajomi królika,
  • tego, jak będzie podchodzić do dziecka personel medyczny.

W późniejszych latach dojdą do tego także np. relacje z:

  • personelem placówek edukacyjnych,
  • kolegami na placu zabaw*

*nie znaczy to, że rodzice mają non stop wisieć nad dzieckiem jak helikopter. Na początku ma ono jednak ograniczony sposób komunikacji swoich potrzeb i głowa rodziców w tym, by pomóc mu je zaspokoić.

Niektóre zadania ambasadora dziecka

Zakres zadań rodzica-ambasadora jest przeogromny. Poniżej przedstawiłam zaledwie kilka z nich. Rodzice:

  • tłumaczą dziadkom, dlaczego dziecko nie je słodyczy albo dlaczego nie je biszkopcików przed obiadem;
  • tłumaczą gościom, dlaczego dziecko nie chce się przywitać (jest onieśmielone sytuacją, świeżo obudzone, boi się obcych, nowych, rzadko widywanych osób);
  • nie pozwalają przytulać zasypiającego dziecka znajomym, którzy właśnie wychodzą i chcą jeszcze raz potrzymać dzidziusia na rękach (dziadkom też nie);
  • informują, że ich półtoraroczniak nie ogląda telewizji i nie bawi się telefonem, ani tabletem, ani komputerem;
  • wyjaśniają krewnym i znajomym królika, dlaczego nie chodzą z dwumiesięcznym dzieckiem do galerii handlowych jako standard spędzania czasu wolnego;
  • wyjaśniają krewnym, że dziecko zje na obiad tylko tyle, ile jest w stanie, że ich życiowym celem nie jest wmuszenie w dziecko wszystkich ziemniaczków i że owszem, na Wigilię można zjeść tylko świeży chlebek bez dodatków;
  • informują zniesmaczone osoby  o tym, że dwulatki jeszcze nie panują nad swoimi emocjami (Fizjologicznie nie jest to możliwe. Dorośli mają z tym czasem problem, więc dziecko tym bardziej ma prawo do trudności z przeżywaniem emocji, czyż nie?);
  • informują pielęgniarkę o tym, że wkłuwanie się sześć razy w żyłę dziecka to wina pielęgniarki a nie dziecka i że to, że dziecko przy tym płacze, jest normalne;
  • apelują do babci, by pozwoliła dziecku samodzielnie pokroić pomidorka, bo robi to od dawna w domu;
  • negocjują z dziadkami, ile telewizji mogą u nich oglądać dzieci w trakcie wizyty
  • itp.

Znaczenie rodzica-ambasadora

Innymi słowy rodzice stawiają granice w imieniu swojego dziecka, tam, gdzie nie jest ono w stanie samodzielnie tego zrobić. Ewentualnie wspierają dziecko w tych sytuacjach, w których samo stawia granice, mówiąc “nie”, odwracając się, płacząc lub krzycząc. Więcej możesz o tym przeczytać tutaj i tutaj.

I oczywiście, żeby to zrobić, muszą nauczyć się własnego dziecka, czyli nauczyć się wyłapywać sygnały i komunikaty, które dziecko daje. Dopiero wtedy są w stanie je wesprzeć.

Na wszelki wypadek dopiszę także, że rola rodzica jako ambasadora zmniejsza się wraz z wiekiem dziecka. Im jest starsze, a jego umiejętności komunikacyjne rosną i im lepiej samo umie mówić, tym rodzice mają mniej do zrobienia na tym polu. Nie znaczy to jednak, że do niczego się nie przydają. Do czasu osiągnięcia przez dziecko pełnoletności wspieranie go należy do głównych zadań rodziców. Jest to nawet prawnie uregulowane 😉

Granice i okolice

Kwestia stawiania granic często jest bardzo trudna do realizacji w prawdziwym życiu. Nie wszystkie sytuacje są jasne i oczywiste, czasem trzeba uwzględnić wiele racje wielu osób przed podjęciem decyzji jak zareagować w momencie. Czasem przydałoby się doświadczenie ze szkoły dla dyplomatów 😉

W kolejnych tekstach cyklu “Granice i okolice” będę poruszać wątki stawiania granic, ich przekraczania i obrony własnych i dziecka granic. Tematy zwykle przynosi życie…

PS. To, że rodzice wspierają dziecko w tworzeniu i stawianiu granic, nie znaczy oczywiście, że oni sami nie stawiają dziecku granic. Ale o tym napiszę następnym razem.

Related Post

Share

8 odpowiedzi do “Granice asertywności – wyjątek”

  1. Ciekawy tekst i cos dla mnie – mam 9 miesięcznego synka. Na rwziebtski nam o tyle łatwo, że mamy mądrych dziadków, nienatrętnych znajomych. Tylko psu musze stawiać wyraźne granice :))

  2. Ja jestem trochę skołowana na ile dziecko ma samo decydować, a na ile my jako rodzice. Niektórych rzeczy chce je nauczyć, ale nie chce wyrobić nim niechęci do rzeczy, które dla dorosłych są normalne i prozaiczne.

  3. Rodzic-Ambasador ma bardzo wazną rolę – szczególnie jeżeli chodzi o tłumaczeniu dziadkom róznych rzeczy 😉 Moja rola Ambasadora własnie się zmniejsza, widzę to co raz bardziej, córka sama już potrafi być stanowcza i mówi wprost o pewnych rzeczach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.