Zasady mojej Mamy

Z okazji Dnia Matki nastąpił wysyp tekstów „ku czci i z okazji”. Spora część z nich (a przecież apogeum dopiero nastąpi) to refleksje na temat własnego macierzyństwa autorek. Ja jednak chcę ten tekst poświęcić mojej Mamie. Ale nie będę opisywać naszych relacji. Ponieważ piszę o komunikacji asertywnej, chcę się skupić na tym, co mi zostało w pamięci z różnych tekstów kierowanych przez moją Mamą do mnie i do mojej siostry.

Zacznę od pewnego spostrzeżenia. Doszłam do wniosku, że prawdziwy jest tekst z demotywatora o tym, jak względna jest prędkość dźwięku: „Prędkość dźwięku to dziwna sprawa. Rodzice mówili coś, jak miałeś 20 lat, a dociera to do ciebie, jak masz 40”. Rzeczywiście dopiero teraz, gdy od jakiegoś czasu jestem na swoim i mam własną rodzinę, zrozumiałam różne rzeczy, które przez lata powtarzała mi Mama. Właściwie to przede wszystkim poczułam je na własnej skórze i dlatego rozumiem Jej reakcje czy emocje. Bo sama tego teraz doświadczam 🙂

Jedną z rzeczy, które Mama przez lata mi klarowała jest zasada, żeby daną rzecz zrobić od razu, a nie odkładać na później, bo wtedy trzeba o niej pamiętać. W dodatku czasem ktoś musi nam o tym przypominać, więc obciąża to też jego pamięć. Od siebie dodam, że jak coś jest niezrobione, to „wisi” w pamięci – czyli myśląc o takiej niezrobionej rzeczy, zużywamy bez sensu część własnej energii. Doświadczam tego na sobie w dorosłym życiu. Gdy np. nie zrobię czegoś, zwłaszcza z kategorii „do wykonania od ręki”, mój procesor (czyli mózg) przeznacza część energii na to, by o tym pamiętać. Wręcz czuję, jak topnieją moje zasoby. I po co? A zatem – Mama miała rację 🙂

Ta zasada ma także związek z przejmowaniem odpowiedzialności za inne osoby. Nadal uczę się tego, by zostawiać odpowiedzialność tym osobom, których ona dotyczy. Ale przyznaję bez bicia, że zdarza mi się przypominać o czymś tacie Młodego. Staram się jednak trzymać zasady, by robić to tylko jednokrotnie. Standardowy przykład z choinką – jak raz powiedziałam, żeby ją wyniósł, to nie przypominam mu o tym co pół roku 🙂 A tak serio, to akurat w tym roku choinkę wyniósł z własnej inicjatywy, zanim zdążyłam o tym pomyśleć (wiwat obsypujące się świerki)! 😉

Drugi przykład, czyli zasada, którą słyszałam często w dzieciństwie, a która dotarła znacznie później „do kłótni trzeba dwojga”. O, nie lubiłam słyszeć tego zdania, gdy byłam dzieckiem. Bez przerwy bowiem kłóciłyśmy się z moją młodszą siostrą. Podejrzewam, że „Mamo, ona…” padało codziennie, wiele razy w ciągu dnia, z obu stron. „Mamo, ona na mnie patrzy, a ona mnie bije, a ona się ze mnie śmieje” itd. – pełen repertuar oskarżeń. A potem kłótnia na całego. Mama zawsze nam tłumaczyła, że potrzeba dwóch osób, żeby się pokłócić i jeżeli jedna z nas nie da się sprowokować, to awantury nie będzie. Wtedy jednak byłam zbyt mała, żeby zrozumieć, że miała rację, a emocje były za bardzo na wierzchu.

Dziś, jako osoba dorosła, gdy z racji wykonywanego zawodu prowadzę warsztaty z komunikacji i piszę o komunikacji asertywnej, WIEM, że miała rację. Uświadomiłam sobie bowiem, że jestem aktywnym, niezależnym elementem komunikacji. I niezależnie od tego, co mówi inna osoba, mogę reagować na wiele różnych sposobów, a nie dać się sprowokować do kłótni. Owszem, wymaga to umiejętności panowania nad swoimi emocjami. Ale na szczęście jest to tylko kwestią wyćwiczenia. Będę o tym pisać obszerniej w osobnym tekście, bo temat jest ciekawy i aż się prosi o rozwinięcie.

A hasło „do kłótni trzeba dwojga” stosuję także prywatnie. I teraz trudniej mnie wyprowadzić z równowagi (poza dniami, kiedy równocześnie kończy się czekolada, witamina b6 i magnez, a hormony szaleją) 😉

Trzeci przykład. Jestem starszą siostrą młodszej. Nie wiem, jak w innych siostrzanych rodzeństwach, ale jako dzieci częściej się sprzeczałyśmy, niż zgodnie bawiłyśmy. Nie przeszkadzało mi stawać w jej obronie, gdy np. jakiś starszy chłopak zaczepiał ją na podwórku. W końcu to moja siostra! Ale na co dzień miedzy nami iskrzyło i zatargi były na porządku dziennym. Na przykład ona chciała coś mojego i vice versa albo sprzeczałyśmy się na jakiś temat. No i oczywiście szłyśmy do wyższej instancji, czyli naszej Mamy, żeby rozsądziła, która z nas ma rację. Ale Mama była (nadal jest!) mądra. Wcale nie stawała po czyjejś stronie ani nie mówiła do mnie: „Ustąp, bo jesteś starsza”. Mówiła do nas obydwu: „Ustępuje mądrzejszy”. Sprytne, prawda? Nie powiem, że od razu rzucałyśmy się obie ustępować, ale sprzeczek było znacznie mniej.

Żeby było jasne – Mamie nie chodziło o to, by zawsze i wszędzie ustępować. Miała na myśli te sytuacje, gdy nasze racje były mniej więcej „równe”.

Co wyniosłam z tej nauki? To, co napiszę, może zabrzmieć, jakbym odkrywała Amerykę, ale dla mnie chyba tak właśnie było. Odkryłam, że w danym konflikcie zawsze mogę się wycofać. I znowu – nie chodzi o stałe ustępowanie drugiej osobie, ale o przerwanie wymiany zdań, która do niczego nie prowadzi albo zaczyna eskalować. A mogę tak zrobić, bo mam wpływ na to, co i kiedy mówię. Zasada ta sprawdza się u mnie zwłaszcza w sytuacjach codziennych, o ile nie poniosą mnie za bardzo emocje

To oczywiście nie są wszystkie zdania mojej Mamy, które zapadły mi w pamięć i z których korzystam teraz. Ale te krótkie przykłady pokazują, jak ważne jest to, co mówi się do dzieci, gdy są małe, co im się powtarza, jak się do nich odzywa, jakich słów używa. Bo treści, które słyszą, zostają w ich głowach. Mało tego, dorosły nigdy nie wie, które zdania zapiszą się na stałe i któregoś dnia powrócą w późniejszym życiu, by wywrzeć wpływ na zachowania i decyzje dorosłych już dzieci.

I niech to podsumowanie będzie inspiracją dla nas, matek, w przeddzień Dnia Matki oraz przed rozpoczynającym się właśnie 26 maja wydarzeniem „Mamo, a skąd się biorą (asertywne) dzieci?”.  Na to pytanie odpowiem wspólnie z czterema dziewczynami – matkami, żonami i blogerkami, które przyjęły moje zaproszenie do udziału w tym wydarzeniu.

Po szczegóły zapraszam także na stronę wydarzenia na moim fanpage’u. Finał – 1 czerwca, w Dzień Dziecka. Uwaga – szykujemy niespodziankę

 

A Ty jakie zdania swojej mamy zapamiętałaś i stosujesz w dorosłym życiu?

 

(zdjęcie w tekście: źródło)

Related Post

Share

65 odpowiedzi do “Zasady mojej Mamy”

  1. Mimo, że nie jestem najmłodsza, na dniach rodzę swoje pierwsze dziecko. W głowie totalny mętlik, jak je wychować na wartościowego człowieka. Jak jednym zdaniem nie zburzyć poczucia własnej wartości kilkulatki… Ehh… Na pewno zawitam u Ciebie na dłużej, bo widzę masę ciekawych tekstów.

    1. witaj Moniko 🙂 doskonale rozumiem Twoje rozterki… i odkąd sama jestem mamą te dylematy są mi bardzo bliskie. wszystkiego dobrego na nowej drodze życia 🙂 trzymam kciuki za Ciebie i Maleństwo i do przeczytania! 🙂

  2. Oj tak, jak człowiek dorasta do zaczyna rozumieć że rodzice wcale nie chcieli zrobić na złość 😉 Ja pamiętam jak zawsze mama mi mówiła nie odrobisz lekcji ty dostaniesz jedynkę nie ja, nie odrabiała za mnie prac jak rodzice innych dzieci, i dzięki temu wiedziałam że to mój obowiązek i że muszę je zrobić 😉

  3. Zasada by nie odkładać niczego na potem. To moja ulubiona i taką mi wpajała moja mama 🙂 Nie lubię nic odkładać. Lekcje też zawsze odrabiałam w piątek dzięki czemu weekend miałam dla siebie 🙂

  4. Słyszałam podobne rady jak ty, ale najbardziej zapadło mi w pamięć „to twoje życie, sama zdecyduj”. I metodą prób i błędów jakoś wyszłam na ludzi i wiem, co to jest odpowiedzialność. Dziękuję rodzicom za to pole do samostanowienia jeszcze będąc dzieckiem.

  5. Oj moja mama też powtarzała mi wiele rzeczy, które docierały z dużym opóźnieniem. Chociaż jedno mocno mi zapadło od samego początku i teraz stosuje za każdym razem. Zawsze gdy miałam jakiś dylemat, czy się odważyć czy zrobić teraz czy później, mama zawsze mi powtarzała „jak nie teraz to kiedy”

  6. Świetny tekst. W pełni zrozumiałam wiele spraw dopiero, gdy sama zostałam mamą. Tak warto myśleć o tym, co dziecko chce, a nawet co powinno usłyszeć. Wszystko zależy od wieku, kontekstu i sytuacji.

  7. Wg mnie zdaniu „Ustępuje mądrzejszy” bliżej do manipulacji niż asertywności.
    W asertywności nie chodzi o większe czy mniejsze racje ani o bycie mądrzejszym czy głupszym. Ustępuje się wtedy gdy jest to z w zgodzie ze mną i gdy jest się wewnętrznie przekonanym, że się tego chce.
    Takie zdanie mówione do dzieci może spowodować, że potem chcąc w swoich i innych oczach wyjść na mądrych, będą ustępować niezależnie od własnych potrzeb.

    1. 🙂 ależ ja nic nie pisałam, że to zdanie jest asertywne. Pisałam o tym, co zostaje w głowach dzieci 🙂 Co do tego co napisałaś o tym kiedy się ustępuje – ze względu na wewnętrzną zgodę – zgadzam się jak najbardziej. Dzięki za komentarz i pozdrawiam 🙂

  8. Wstyd się przyznać, ale mi się chyba nic tak nie wyryło w pamięci. Może to raczej mix wszystkiego spowodował to jakim człowiekiem teraz jestem 🙂

    1. Zapewne mix się przyczynił 🙂 Pewnie nawet miał spory udział 😉 Może Ci się jeszcze kiedyś w jakieś niespotykanej dotąd sytuacji przypomni… 😉 albo nie 😀

  9. Chyba nasze mamy mają podobne metody wychowawcze;) !00% racji. Dopiero po jakimś czasie docierają do mnie wszystkie wskazówki, które usłyszałam od mamy w dzieciństwie. Jednak dopiero gdy zaczęłam samodzielne życie czuję, że dojrzałam i rozumiem o co chodziło mamie. Jednak widzę też, że każdy z nas musi uczyć się na własnych błędach i dopiero wtedy wyciąga wnioski.;)

    1. 😀 prawda? ja mam takie rozmowy z synem jeszcze przed sobą (malutki jest jeszcze), ale trochę zaczynam myśleć o tym co chcę mu przekazać.. choć niestety nie wszystko da się przewidzieć – co może akurat trafić do dziecka.

  10. jak to jest, że kiedy jesteśmy mali nie cierpimy zasad naszej mamy… kiedy dorastamy mówimy że nie zrobimy tego własnym dzieciom a kiedy już je mamy zazwyczaj okazuje się że większość zasad nabrała sensu 🙂
    ja nie cierpiałam pilnowania śniadań ani zapakowanych kanapek do szkoły zawsze z tym czego nie lubiłam

    1. no właśnie – jak to jest że dorośli-rodzice, nie umieją tak wytłumaczyć, żeby od razu te zasady można było przyjąć, tylko trzeba do tego czasu. A może konieczne jest jednak dojrzenie do pewnych kwestii?

  11. Dużo w tym prawdy – wiele mądrości dociera do nas wcześnie, ale ich działanie i uwalnianie się w naszej świadomości przesuwają się w czasie… aż do momentu, kiedy sami zostaniemy rodzicami tudzież wejdziemy w dojrzałe relacje z innymi ludźmi. Na tym polega po prostu proces dojrzewania. W pewnej chwili dochodzimy do takich samych lub zbliżonych wniosków, ponieważ stajemy oko w oko z podobnymi sytuacjami (z jakimi radzić sobie musiały nasze własne mamy). Podobna optyka wyzwala podobne myśli.

  12. Ja chyba najbardziej pamiętam, jak moja mama namawiała mnie do jedzenia i zasadę, że bez śniadania nie wyjdę z domu, Dziś kiedy to moja córka nie chce jeść doskonale rozumiem co przeżywała kiedy to jeść nie chciałam ja….

  13. O tak, bardzo staram się mówić to co chcę by córka usłyszała. Wybieram też to, co może usłyszeć. Wiadomo, że nierealne jest by pilnować się przez cały czas ale uważam, że warto zwrócić na coś uwagę. Bo dzieci mogą nawet nie pamiętać jakiegoś tekstu dosłownie, ale jeśli był znaczący, wywrze na młodym umyśle odpowiednie piętno.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *