Wywiad z Asertywną Mamą

Wywiad z Asertywną Mamą, czyli czego nie dowiesz się z Facebooka. Publikacja z okazji 1 kwietnia 😉

Magdalena Kołodziejczyk rozmawia z Asertywną Mamą o jej początkach blogowania i przemyśleniach na ten temat, a także o jej rodzinie i życiu.

Witaj, pojawiłaś się niedawno w facebookowej społeczności w nowej roli, ale przede wszystkim zadebiutowałaś na blogowej arenie i rozwijasz bloga Asertywna Mama. Można cię również spotkać w kilku grupach, w których przy różnych okazjach piszesz o asertywności. Jak do tego doszło?

Tak, to prawda, mimo że prywatnie jestem na FB od wielu lat, do tej pory traktowałam to miejsce tylko jako sposób na ułatwienie kontaktu ze znajomymi, zwłaszcza tymi, którzy mieszkają daleko. Odkąd wymyśliłam projekt Asertywna Mama, który z założenia jest blogiem, a więc mieści się w wirtualnej rzeczywistości, siłą rzeczy moja aktywność na FB wzrosła. Poznaję po kolei różne przydatne funkcje, które ułatwiają nawet nie tyle promowanie bloga, co po prostu poznawanie ludzi.

Opowiedz coś o Asertywnej Mamie.              

O blogu czy o sobie?

(śmiech) I o tym, i o tym.

(uśmiech) O blogu – powstał w wyniku burzy mózgu (jednego – mojego). Z wykształcenia jestem psychologiem i trenerem umiejętności miękkich. Do tej pory przede wszystkim prowadziłam warsztaty i naprawdę lubiłam swoją pracę. Odkąd pojawił się Młody, czyli mój syn, wiedziałam dwie rzeczy – że chcę być z nim w domu oraz że w związku z tym nie wrócę do pracy w takiej formie jak do tej pory. Mam to szczęście, że mogę sobie na to pozwolić. A równocześnie nosiło mnie. Czułam, że zrobiłabym coś więcej niż „tylko” zajmowanie się domem i Młodym.

I wtedy miałaś natchnienie.

(śmiech) Tak, rzeczywiście. Było to po przeczytaniu kolejnego posta na jednej z grup, z którego wyraźnie wynikało, że problemem jest brak znajomości komunikacji asertywnej. Nagle mnie olśniło i wymyśliłam rozwiązanie. I to było to! Blog o asertywności dla kobiet!

Ale piszesz głównie dla mam.

Rzeczywiście, mamy są na pierwszym miejscu. Dlaczego? Może dlatego, że z własnego doświadczenia wiem, że wraz z przyjściem na świat dziecka, oprócz tego wszystkiego, co jest związane z opieką nad maleństwem, zmieniają się – nazwę to brzydko – „układy sił” w rodzinie. Kobieta musi się na nowo zdefiniować, określić, czy po ludzku mówiąc – odnaleźć. Dlatego Asertywna Mama, z dedykacją dla wszystkich mam. Ale myślę, że to, o czym piszę, jest bardziej uniwersalne, stąd dopisek: „o asertywności nie tylko dla mam”.

Opowiedz teraz coś o sobie.

Och, to „ulubione” przez wszystkich pytanie. Niby powinno być najprostsze, bo mamy mówić o sobie, a któż lepiej siebie zna niż my sami. A jednak wydaje się najtrudniejsze. Może dlatego, że tak naprawę mało siebie znamy.

Ale do rzeczy. Jak już mówiłam, jestem mamą Młodego i partnerką taty Młodego. Mieszkamy razem w małym domku z jeszcze mniejszym ogródkiem wraz z psem i dwoma kotami w niewielkim miasteczku położonym przy dużym mieście.

Na co dzień moim głównym zajęciem jest opieka nad Młodym, co bardzo lubię. Pracuję tylko, gdy Młody śpi, więc nie jest to bardzo wiele godzin dziennie (maksimum cztery). Opiekę dzielę z tatą Młodego wtedy, gdy ten jest w domu a nie w pracy.

Co lubisz?

Lubię rzeczy proste. Tak proste, że może to zabrzmieć dla kogoś banalnie. Lubię poranki w ogrodzie, ciepłe, letnie i słoneczne, kawę przyrządzoną osobiście przez tatę Młodego. Lubię czytać książki. Tańczyć, słuchać muzyki. Lubię dobre jedzenie, miłe towarzystwo. Uwielbiam swoją rodzinę i zwierzaki, kocham uśmiech Młodego i obserwować, jak się rozwija.

I lubię to, co ostatnio zaczęłam – pracę nad blogiem, zarówno kwestie techniczne, jak i pisemne. Pracuję nad polubieniem promocji, stąd ten wywiad.

Miło się Ciebie słucha. Z tego wynika, że lubisz bardzo zwyczajne życie. Asertywna Mama jest zwykłą kobietą?

O, zdecydowanie tak. Jak reszta ludzkości jem, śpię, kąpię się, martwię chorobami dziecka, śmieję się z dobrych dowcipów. Sprzątam, gdy trzeba, w wolnym czasie wyjeżdżamy w teren, gdzie nie ma zasięgu. Normalne życie.

Nietypowy pewnie jest jednak fakt, że pracuję z domu oraz to, że już od ponad dekady nie jestem na etacie. Większość osób, w tym tata Młodego, codziennie rano wstaje, wychodzi z domu i wraca po 10 godzinach w pracy na etacie.

Nie publikujesz nigdzie zdjęć swoich ani swojej rodziny. To nowatorskie podejście, jeśli chodzi o udział w mediach społecznościowych, które przecież polega na autopromocji.

To prawda, mam taką zasadę, że na FB nie ma żadnych zdjęć mojej rodziny, zarówno mojego wybranka (sam może sobie umieścić swoje zdjęcia), jak i przede wszystkim mojego dziecka.

Nigdzie nie podałaś nawet imienia Młodego ani taty Młodego.

Zauważyłaś 🙂 Rzeczywiście, od początku występują pod takimi prostymi „ksywami” i tak zostanie.

Nie zdradzisz nam tutaj tej informacji? Tylko dla naszej wiedzy?

Nie 🙂 To moja zasada i nie proś mnie o jej złamanie.

Przykład asertywnej odpowiedzi w praktyce 🙂

W rzeczy samej 🙂

Na tym przykładzie widać, że asertywność naprawdę działa. Warto zatem się jej uczyć?

Oczywiście! Asertywność jest swojego rodzaju postawą, która bardzo porządkuje podstawowe kwestie w życiu. A w praktyce – to użyteczne narzędzie komunikacyjne do stosowania w wielu (jeśli nie we wszystkich) sytuacjach życiowych.

Dodajmy – jedno z wielu.

Oczywiście. Zawsze powtarzam, że nie chodzi o to, by zawsze i w każdej sytuacji być asertywnym. Piszę o tym w swoich artykułach. Chodzi o to, by używać jej wtedy, gdy jest potrzebna.

To chyba też nietypowe podejście. Wielu trenerów propaguje stuprocentową asertywność.

Tak, spotkałam się z takim podejściem. Mam inne zdanie w tej kwestii. Asertywność związana jest bardziej z dużą świadomością siebie, swoich priorytetów i zasad. Nie jest celem samym w sobie. Mam wrażenie, że łatwiej się jej uczyć, kiedy się wie, że to narzędzie ułatwiające rozmowy, a nie przejście na ortodoksyjny „asertywizm”.

Asertywna Mama to nie jedyny twój projekt. Niedawno rozpoczęłaś pracę nad kolejnym blogiem – Od zera do blogera. Tak ci się spodobało blogowanie?

(śmiech) A żebyś wiedziała! Naprawdę mi się to spodobało! Może dlatego, że wiem, o czym chcę pisać i co jest moim celem.

Blog Od zera do blogera jest zapisem moich przemyśleń związanych z tworzeniem bloga właściwego czyli Asertywna Mama. Mimo, że od niedawna poruszam się w tej sferze, od początku mam przemyślenia i dzielę się nimi na stronie, ku inspiracji i przestrodze dla innych.

Żeby inni uczyli się na Twoich błędach?

(śmiech) Właśnie! Poza tym to dla mnie forma odreagowania, swego rodzaju odpoczynek dla myśli. W zamyśle bowiem blog ten ma mieć lekką formę w postaci krótkich zabawnych tekstów. A przy okazji może komuś naprawdę przyda się to, o czym piszę. Jak nie napiszę, na pewno się nie przyda 🙂

Zachęcamy zatem do odwiedzania dwóch blogów: AsertywnaMama.pl oraz Odzeradoblogera.pl

Zapraszam do lektury, komentowania, przemyśleń oraz testowania asertywności w swoim życiu.

Dziękuję za rozmowę.

Ja również dziękuję. Miło się rozmawiało… samej ze sobą 😉

Related Post

Share

12 odpowiedzi do “Wywiad z Asertywną Mamą”

  1. Nie będę oryginalna, jak napiszę, że świetny pomysł ten dialog ze sobą 🙂 Ale serio to genialne!! Można się odnaleźć na nowo. A czytelnik znów czyta Cię, jak po raz pierwszy! 🙂

  2. Bardzo ciekawy wywiad. Cieszę się, że tu trafiłam, bo ostatnio sama pracuję nad swoją asertywnością, która leży i kwiczy 😀 I jest to dla mnie dosyć trudne, przełamać t e pewne utrwalone we mnie schematy. Będę tu wpadać częściej 😉

  3. Genialny pomysł na wywiad ze sobą 🙂 może nie zawsze dla sieci, ale po prostu dla siebie, odnalezienie / przypomnienie tego, co pcha nas do działania, motywuje, wzmacnia, cieszy. Szczególnie zabiegane kobiety, mamy, dla których rodzicielstwo wcale nie jest takie proste, ktore bywa wyrzeczeniem się siebie.

    Pozdrawiam
    http://Www.pommada.pl

  4. Świetny pomysł na taki dialog z samą sobą 🙂 Chyba raz na jakiś czas każdy powinien sobie coś takiego zafundować i to wcale nie z przymrużeniem oka. Tak dla ogólnie pojętego zdrowia psychicznego. A`propos asertywności: zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości: wyważona asertywność – jak najbardziej tak, dziki, opętany asertywizm – absolutnie nie.

    1. dziękuję 🙂 Moją intencją jest zachęcenie właśnie do takiej rozmowy z samą sobą. Zupełnie serio. A „opętany asertywizm” świetne sformułowanie! ubawiłam się 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *