Tak jak tata

Jako dziecko byłam córeczką tatusia. Wiecie, jak to jest – dla małej dziewczynki nie ma atrakcyjniejszej osoby niż tata. Czy dlatego, że widywałam go rzadziej niż mamę, która mogła pracować w domu? Czy dlatego, że inaczej się z nim rozmawiało? A może dlatego, że zajmował się innymi rzeczami niż mama? Może wszystko razem? Pamiętam, że towarzyszyłam tacie w przeróżnych aktywnościach, np. gdy naprawiał samochód albo malował mieszkanie (dostawałam pędzel i zadanie, co mam malować). Lubiłam to 🙂

Do dzisiaj zostały mi także niektóre rzeczy, które robię tak jak tata.

Lubię czytać przy jedzeniu. Różnica jest taka, że tata czyta gazety, a ja głównie książki (aczkolwiek przy małym dziecku to się zmieniło i czasem przerzucam się właśnie na gazety – mają krótsze całości do czytania). Przy czym zarówno książki, jak i gazety są w klasycznym wydaniu papierowym.

Lubię pisać wiecznym piórem. Nie takim na tzw. patrony czyli naboje z atramentem, tylko takim z pompką. Do dzisiaj celebruję rytuał napełniania pióra atramentem. I chyba tak jak tata najchętniej piszę granatowym kolorem (nie niebieskim i nie czarnym).

Lubię też prowadzić samochód. Poza tatą jako jedyna w mojej rodzinnej rodzinie mam prawo jazdy. Będąc dzieckiem, zawsze siedziałam na tylnej kanapie na miejscu za kierowcą i trzymałam głowę tuż przy lewej szybie. Było tam takie miejsce między ramą samochodu, fotelem a zapiętym pasem bezpieczeństwa, przez które oparta o szybę mogłam obserwować, jak tata prowadzi. Może dzięki temu mam taki styl jazdy – napatrzyłam się przez wiele dłuższych i krótszych wyjazdów jak prowadzić samochód. A teraz nawet łokieć trzymam tak jak mój tata prowadzący auto – oparty o lewą szybę. I zawsze, gdy sobie to uświadomię, uśmiecham się do siebie 🙂

Dzięki tacie mam chyba także sentyment do gier karcianych. Przy czym tata zawsze układał pasjanse (też przy tym asystowałam), a ja gram w brydża. Ale do dzisiaj lubię ten niepowtarzalny dotyk kart, papierowych, wysłużonych, mających taki specyficzny poślizg, i jedyny w swoim rodzaju zapach. (Karty plastikowe może się nie łamią, ale nie umywają się do tych w klasycznej wersji.)

Gdy jest się małym dzieckiem, robi się dla taty i mamy z okazji ich święta laurki, przygotowuje ręcznie wykonane prezenty i obsypuje ekstra całusami. Jak to wygląda, jak się jest dorosłą osobą? Czy tych okazji nie czci się tylko „rutynowym” i grzecznościowym telefonem okolicznościowym? Albo nawet smsem? Czy jest w tych dniach jednak naprawdę coś wyjątkowego także dla nas jako pełnoletnich osób?

Uświadomiłam sobie, że przy okazji prowadzenia bloga chyba pierwszy raz w życiu pokusiłam się o takie podsumowanie z okazji Dnia Matki i Dnia Ojca. Nigdy wcześniej nie robiłam ćwiczenia umysłowego pod hasłem: „wspomnienia związane wyłącznie z mamą i tylko z tatą”. Być może poza blogowaniem istotny jest także fakt, że sama jestem mamą (bez tego zresztą żaden blog by nie powstał) i zyskałam tym samym perspektywę, która wcześniej była mi niedostępna. Przyznaję, że efekty tych rozważań, moje wspomnienia i refleksje to bardzo interesujące doświadczenie.

Nigdy tego nie pisałam, ale tym razem zachęcam Cię do podobnego eksperymentu 🙂 Ciekawa jestem także, jak Ty świętujesz Dzień Matki i Dzień Ojca?

Ps. Ciekawostka komunikacyjna. Mój tata jest umysłem ścisłym, a mama humanistką. Dzięki temu szczycę się umiejętnością rozmowy i dogadania się zarówno z jednym „rodzajem” ludzi, jak i drugim 😀

foto – zdjęcie z materiałów promocyjnych sieci Smyk

Share

8 odpowiedzi do “Tak jak tata”

  1. Rok temu pisałam takie podsumowanie u siebie. No może coś w stylu, czego nauczył mnie mój ojciec. Juz teraz za późno, ale za rok myślę, że fajnie byłoby zrobić takie porównanie jak ty to zrobiłaś;)
    Ja na pewno lubię tak jak mój tato czytać książki historyczne 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *