Sprawa zaginionych kluczy. Historia prawdziwa

Do tego ranka wydawało mi się, że miałam rację.

I rzeczywiście miałam rację – wydawało mi się.

Kiedy w niedzielny poranek wyciągałam rzadko używaną przeze mnie kamizelkę z pudła z rzeczami wiosennymi, nie przypuszczałam, że moje przekonania na własny temat i opinia na temat taty Młodego zostanie zweryfikowana. Nic na to nie wskazywało.

A jednak.

Wyciągnęłam zatem kamizelkę, nieświadoma tego, co się za chwilę stanie, założyłam i poczułam, że mam coś w kieszeni. Sięgnęłam ręką i wyjęłam… trzeci komplet kluczy do domu.

W tym momencie zamarłam. Przez głowę przeleciała błyskawiczna retrospekcja i… parsknęłam śmiechem 😀

Nie były to bowiem zwyczajne klucze. Tylko TE klucze, które zaginęły prawie rok temu…

A było to tak.

Rok temu klucze zniknęły. Wyparowały. Były, ale się zmyły. Jak kamień w wodę.

Pierwszym (moim) podejrzanym z miejsca stał się tata Młodego, który ma talent do zostawiania różnych przedmiotów w nieoczekiwanych miejscach.

Mój wytypowany podejrzany nawet bardzo nie protestował przeciwko podejrzeniom (co o czymś świadczy), ale od samych podejrzeń klucze się nie znalazły. Nie pomogły ani szukanie, ani porządki, ani odwołanie się do św. Antoniego (skądinąd bardzo skutecznego patrona od rzczy zagubionych – polecam). No bo jak św. Antoni miał pomóc, skoro klucze nie zginęły (to komplet, który na stałe jest w domu, więc zgubienie na mieście było wykluczone), tylko sobie spokojnie leżakowały w kieszeni rzadko używanej kamizelki.

No a ponieważ klucze zniknęły (co nieco nam utrudniło funkcjonowanie codzienne, ale bez dramatów), sprawa miała szansę na odłożenie ad acta z adnotacją „sprawca nieznany”.

I tak właśnie było aż do tego poranka, kiedy wszystko się zmieniło, bo klucze „się znalazły” 😀

Tak więc stanęłam przed wizją przyznania się tacie Młodego, że TE klucze znalazły się w MOJEJ kamizelce.

Cóż było robić?

Rozbawiona poszłam do taty Młodego i wyjawiłam nowinę. Po czym dodałam na końcu krótkie „przepraszam” za posądzenia (jak widać niesłuszne)*.

Reakcja? Parsknął śmiechem (oczywiście). I coś zażartował na temat temat podejrzanych i winnych. (niestety nie zapamiętałam)

Potem w radosnych nastrojach zabraliśmy się za drugie śniadanie.

Kurtyna.

Komentarz

Opisana historia doskonale się nadaje do przedstawienia techniki „poszukiwania krytyki”, stosowanej w komunikacji asertywnej.

Procedura wygląda następująco. Otóż delikwent uświadamia sobie zaistnienie wpadki (błędu, pomyłki, usterki etc.). Zwykle jest w dodatku jej autorem. Nikt jeszcze jej nie odkrył. Są duże szanse na awanturę i nieprzyjemne komentarze osoby (np. szefa, współmałżonka, teściowej, przyjaciółki), która dostrzeże błąd. Strategia polega na tym, że, zanim to nastąpi, idzie się i… przyznaje do popełnionego błędu.

Szefie, pamięta szef projekt A? Okazało się, że po kolejnym sprawdzeniu znalazłam błąd X. Już go poprawiłam, ale chcę żeby szef o tym wiedział.

Mężu, pamiętasz te wszystkie dowcipy o tym, jak żona się chwali mężowi, że teraz będą dwa wjazdy do garażu? No to aż tak źle nie jest, ale zawadziłam faceta i urwało się boczne lusterko.

Tato Młodego, pamiętasz te klucze, które rok temu zginęły i mówiłam, że to przez Ciebie? No to się znalazły… w mojej kamizelce…  No cóż… przepraszam, że Cię podejrzewałam*.

Taki komunikat znacząco zmniejsza szansę na burzę z piorunami, a bardzo często dzięki niemu wszystko „rozchodzi się po kościach”. Jeśli następuje burza, to jest krótka i bez piorunów. Stosowałam w wielu wypadkach 😀 Zawsze działało.

Do radzenia sobie z krytyką jeszcze wrócę. A zatem cdn.

*jest oczywiście jedna furtka. Możliwe, że to tata Młodego założył moją kamizelkę na chwilę,  a potem ją zdjął i o tym zapomniał. Niestety (dla mnie) tudzież na szczęście (dla niego) jest to już nie do zweryfikowania 😉

 

 

Related Post

Share

7 odpowiedzi do “Sprawa zaginionych kluczy. Historia prawdziwa”

  1. Super pouczająca historyka z morałem. Nie pamiętam jak my sobie i czy dobrze radzimy z takimi rzeczami. Teraz jako roztrzepana kobieta w zaawansowanej ciąży wszystko płaczę więc ciężko mi mądrze myśleć xD

  2. Ciekawe czy jest jakaś kobieta, która nigdy niesłusznie nie oskarżyła swojego męża/chłopaka/partnera 😀
    Ale też wyznaje zasadę, że zawsze lepiej posypać głowę popiołem, przyznać się i przeprosić.

  3. U mnie na wiosnę zaczyna się znajdywanie pieniędzy w rzadko noszonych ubraniach. Kiedyś znalazłam paręset złotych w kieszeni spódnicy i nawet nie mogłam sobie przypomnieć skąd taka kwota.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *