Jak Ona to robi?

Jakiś czas temu miałam okazję popełnić wpis na temat filmu opisującego „żartobliwie” jak wygląda praca kobiety pracującej w domu. Skomentowałam w nim sam filmik, ale także opisałam w nim jak ja pracuję z domu. I jakby to przełożyć na godziny, to wyszło mi, że pracuję pół etatu. No tak, ale jeśli ktoś pracuje inaczej? Więcej godzin? Ze starszym dzieckiem, które nie śpi. Postanowiłam się przekonać – jak to jest u innych.

I oczywiście zwróciłam się do blogerek pracujących zawodowo z domu. Dzisiaj pierwszy tekst – Agaty, mamy 2,5 letniej Pyzy, pracującej w domu na pełny etat!, autorki bloga: Mamól książkowy. I… to nie wszystkie zajęcia Agaty! I tu pojawia się pytanie – jak Ona to robi? 🙂 

Zapraszam do lektury 🙂
Asertywna Mama

Asertywna Mama wiedząc, że pracuję w domu (postanowiłam połączyć pracę zawodową z wychowaniem dziecka) poprosiła mnie jakiś czas temu o tekst o tym jak to robię. Długo na niego czekała – ale zgodnie z tym jak planuję swoje zadania, znajdował się on na samym końcu mojej listy „to do”.

Muszę przyznać, że moją pierwszą reakcją na propozycję było: „no jak to jak?” – tak jak mi wyjdzie. Ale jednak to nie do końca tak, bo gdyby tak było, to już dawno bym zwariowała (albo straciła pracę).

Zacznijmy więc od początku, czyli od zadań jakie mam do wykonania każdego tygodnia:

  1. Mój podstawowy tydzień pracy to 40 godzin, czyli właściwie pełen etat, niby nie tak źle zakładając 8 godz. dziennie, 5 dni w tygodniu, prawda? Żeby nie było jednak zbyt różowo, nijak nie da się porównać tych 40 godzin do 40. spędzonych w biurze. Dlaczego? Bo te 40 godz. jest zliczane z dokładnością niemalże co do minuty przez aplikację zainstalowaną na moim laptopie (która do tego co 10 min. robi zrzut ekranu i pilnuje tego, ile razy wcisnęłam klawisze na klawiaturze i ile razy poruszyłam myszką). Jeśli więc wstanę od komputera na 15 min, albo pójdę do toalety to mam 20 min z głowy.
  2. Dodatkowo robię tłumaczenia, przed urodzeniem Pyzy większość kontraktów zawiesiłam zostawiając sobie tylko klientów, z którymi jestem najdłużej związana, oznacza to, zależnie od tygodnia 5-20 dodatkowych godzin – tu na szczęście nikt mi aż tak dokładnie na ręce nie patrzy i mogę pracować jak chcę, i robić przerwy kiedy chcę, te zlecenia są też dość nieregularne.
  3. Piszę doktorat – na tyle na ile czas pozwoli, ostatnio terminy gonią, więc muszę zaplanować nieco więcej czasu na to zadanie.
  4. Blog – ha! Spójrzcie jeszcze raz na punkty 1-3 i zgadnijcie, dlaczego piszę tak nieregularnie. Jest to bardziej hobby, niż praca, więc jest na samym końcu moich priorytetów (jeśli mam wybór – czas z Pyzą vs nowy post wiadomo, że Pyza wygrywa).
  5. Pominę obowiązki domowe, bo mam to szczęście, że tata Pyzy się nie miga i bardzo dużo robi w domu, choć są rzeczy które to ja zazwyczaj robię (np. gotowanie). Zresztą moje podejście do bałaganu jest też dosyć luźne. Nie lubię brudu, ale z bałaganem mogę żyć.

Nasz dzień wygląda z grubsza tak:

Pyza (mająca niecałe 2,5 roku) budzi się koło 6:30, koło 13 idzie na drzemkę (1-3 godz., różnie to wychodzi), kąpiel i spanie koło 20. Planu tygodniowego dokładnego nie mamy, bo póki Pyza nie chodzi do przedszkola, taki plan nie ma najmniejszego sensu. Zamiast Planu przez duże „P” mam plan ogólny – przetrwać.  Żartuję. Mam pewne założenia, czyli (o ile nie wypadnie jakaś pilna sprawa typu wizyty w urzędach, lekarz itp.):

– z pracą staram się wyrobić w 5 dni, (od poniedziałku do piątku, a jeśli Tata Pyzy jest pod ręką to w 4 dni (10 godz. dziennie, więcej nam nie wolno),

– weekendy w 100% nastawione na Pyzę, czyli nawet jeśli zostanie mi coś do zrobienia, robię to jak Pyza śpi,

– zakupy 1-2 razy w tygodniu, przy czym staram się, żeby był to tylko raz w czasie tych 5 dni typowo pracujących (mieszkamy na wsi i wyjazd na zakupy to wyprawa która nie zajmuje mniej niż 2 godziny, a zazwyczaj więcej)

– w soboty rano jeździmy na zajęcia sportowe Pyzy, najczęściej jedzie nas troje – zawsze Pyza i ja, i albo Tata, albo Dziadek, rzadziej Babcia Pyzy – choćby nie wiem co się działo ten punkt nie podlega dyskusji (wyjątkiem są zajęcia odwołane przez trenera i jeden jedyny raz choroba Pyzy)

Do pracy siadam około 9 rano, niezależnie od tego czy jestem z Pyzą sama, czy jest w domu Tata. Jeśli jestem z nią sama, to zazwyczaj pracuję około 1-1,5 godz. (bo tyle zazwyczaj Pyza jest w stanie zająć się sobą).Później idziemy na spacer, ale jeśli w domu jest Tata to często właściwie nie wstaję od komputera do pory obiadu – czyli pracuję kolejne 3-4 godz. i, jak łatwo policzyć, mam w porze obiadu zrobione 5-6 godzin. Zależnie od możliwości resztę robię po południu albo wieczorem/w nocy. Jeżeli danego dnia jadę po zakupy to planuję to tak, że do pracy siadam po południu (ewentualnie w czasie drzemki Pyzy).

Muszę przyznać, że bardzo często, mimo że całkiem ładnie to wygląda spisane, rzeczywistość skrzeczy, a ja siedzę przy komputerze cały dzień, odrywając się tylko gdy Pyza coś ode mnie chce. Bo mam jedną zasadę – choćby się paliło, waliło a terminy goniły – pracuję w domu ze względu na Pyzę – więc jeśli mnie potrzebuje, nawet jeśli akurat zajmuje się nią Tata, jestem dla niej, odrywam się od pracy. Dlatego też pracuję w jadalni przy stole. Pyza dzięki temu, jeśli potrzebuje towarzystwa mamy może zawsze przyjść, przytulić się, usiąść obok lub wziąć mnie za rękę i zaprowadzić gdzieś, żeby mi pokazać na przykład jaką budowlę skonstruowała.

Może też usiąść ze mną przy stole, przeglądać książeczki, rysować, malować, czy układać puzzle, albo po prostu mnie pozaczepiać.  Uprzedzę też możliwe komentarze – Pyza nie jest spokojnym dzieckiem, ma ogromne pokłady energii, ciągle biega, skacze, wspina się (często na moje plecy, gdy pracuję). Dlatego jeśli wiem, że coś wymaga 100% skupienia z mojej strony – robię to gdy śpi, po prostu.

Cały system pracy wydaje się dosyć prosty, ale wypracowanie go wymagało nieco czasu, poza tym ciągle się zmienia, tak samo jak zmienia się Pyza i jej potrzeby. Bywa, że nie jest łatwo, ale wtedy przypominam sobie swoje priorytety, a właściwie jeden. Najważniejsza jest Pyza, tu nie ma żadnego „ale”. Kropka.

Tak się złożyło, że pracować muszę, kontrakt jest na 40 godzin, jeśli podejmuję się tłumaczenia oddaję je zawsze na czas – czasem oznacza to zarwaną noc. Jednak w ogólnym rozrachunku więcej zyskuję, niż tracę.

Jeśli miałabym podsumować swój sposób na pracowanie, to wyglądałoby to tak:

  • Ustal sobie priorytety – zdecyduj co jest najważniejsze.
  • Ustal swoje możliwości (np. jestem w stanie zrobić 40 godz.+ 20 godz. tłumaczeń tygodniowo nie zaniedbując przy tym Pyzy? Jeśli nie, to z czegoś rezygnuje, np. z dodatkowych zleceń, i zostaję wyłącznie przy stałych klientach, lub nie tłumaczę wcale i robię tylko te 40 godz.).
  • Obowiązki domowe – to również obowiązki partnera, nie tylko Twoje, wiele rzeczy da się zrobić wspólnie z dzieckiem (serio, serio!) więc wykorzystuj czas razem – będzie wolniej? Trudno.
  • Zaplanuj zakupy na cały tydzień, przynajmniej te największe, albo, jeśli to możliwe, skorzystaj z dostawy do domu.
  • Ustal kilka stałych punktów dnia/tygodnia np. sobota zajęcia sportowe (wspólne), po śniadaniu (przed drzemką), godzina spaceru (po spacerze dziecko będzie bardziej chętne do współpracy, będzie lepiej i dłużej spać, jeśli nadal miewa drzemki, a Tobie będzie się lepiej pracować), środa do południa zakupy + dodatkowe w sobotę po zajęciach.
  • Rób coś dla siebie, czytaj choć przez 30 min dziennie, dziergaj, pracuj w ogrodzie, cokolwiek.
  • Zaplanuj sobie naukę czegoś – serio, nic tak nie pomaga wytrwać jak świadomość, że nie stoimy w miejscu (niech to będzie 10 min dziennie nauki słówek, kurs grafiki online, może nauczysz się nurkować albo piec chleb na zakwasie?).
  • Niech czas z dzieckiem będzie w 100% czasem z dzieckiem – możecie razem sprzątać, gotować, ale nie pracuj, nie przeglądaj FB. Nie oznacza to, że skoro cały dzień jestem z dzieckiem w domu to nie pracuję – ale, że jak siadam do pracy, dziecko o tym wie i rozumie, że to czas, gdy mama jest zajęta czymś innym. Najczęściej jest to też w takim momencie, gdy Pyza może się sobą zająć, czyta książkę, rysuje, układa puzzle.
  • Jeśli masz zły dzień, plan się wali, nie panikuj. Po raz kolejny przypomnij sobie o priorytetach. Odpuść na chwilę, pozwól sobie na chwilę słabości. Migrena? Odpocznij, jeśli jeden weekend spędzisz nadrabiając wieczorem zaległości nic się nie stanie, pod warunkiem, że nie będzie to 10 tydzień z rzędu! A jeśli nie pracujesz w takim systemie jak ja, to po prostu weź wolne. Pozwól sobie nie być superwoman.
  • Przemyśl, czy masz „wolne przebiegi”, może w samochodzie zamiast radia posłuchaj książki albo kursu językowego? (Przyznaję, że słówka na głos ćwiczę głównie w samochodzie -bo wtedy nikt nie słyszy, może czasem Pyza, ale to mi nie przeszkadza). Może przy pracy posłuchaj czegoś ciekawego? Może właśnie radia w obcym języku? Nie musisz się na tym skupiać wystarczy, że dźwięki i melodyka języka wpada do ucha.
  • Zaplanuj wakacje – czas całkiem bez pracy – choć tydzień! W moim przypadku, tydzień urlopu oznacza, że w danym tygodniu nie zarobię ani grosza, ale warto!
  • Nie bierz ze sobą telefonu do łazienki, gdy idziesz kąpać dziecko, nie sprzątaj w tym czasie, spędź ten czas rzeczywiście z nim (to samo ze spacerem, wspólną zabawą, usypianiem).To robi różnicę!
  • Nie siedź przy łóżeczku przebierając nogami, myśląc o tonie prania, naczyniach w kuchni albo serialu w tv, bądź tu i teraz, to bardzo ważne! Te chwile nie wrócą!

Jeśli wszystko to, o czym napisałam miałabym podsumować jednym słowem, to nie byłby to PLAN, ORGANIZACJA, czy WIELOZADANIOWOŚĆ, ale PRIORYTET. Jeden. Najważniejszy. Moim priorytetem jest Pyza.

Moje bardziej osobiste przemyślenia na temat łączenia pracy z macierzyństwem znajdziecie TU – Asertywna Mama pytała mnie o to jak pracuję, w artykule na moim blogu przeczytacie dlaczego (tak) pracuję.

Agatę znajdziesz tutaj: Mamól książkowy i tutaj: fanpage

Related Post

Share

22 odpowiedzi do “Jak Ona to robi?”

  1. Podziwiam, ja jak mam Młodego w domu nie jestem w stanie się skupić na pracy. Mimo, że bywa niewymagający, ale jednak odrywanie mnie od pisania co 15 minut powoduje, że wypadam z rytmu. Przedszkole wybawieniem : )

  2. Widzę tu kawał ciężkiej roboty, aby tak sobie pookładać sprawy. Jestem pełna podziwu, bo żeby tak funkcjonować, trzeba dobrze znać siebie i swoje możliwości, a przede wszystkim pilnować priorytetów:)

  3. nie wiem, jak to robisz, ale bardzo podziwiam. ja chyba nie dałabym rady pracować z domu. i nie chciałabym. wolę pracować w pracy, a w domu w 100% poświęcić się życiu prywatnemu. mam wrażenie, że pracując w domu niby robiłabym dwie rzeczy jednocześnie, a tak naprawdę żadnej porządnie. oczywiście mówię tylko o sobie. wiem, że jest wiele osób, którym ten system odpowiada i dobrze się w nim odnajdują.

    1. Abakercja – bardzo słuszna uwaga z oddzielaniem pracy od życia domowego, to jest najtrudniejsze, i z punktu widzenia osoby pracującej (bo właśnie chciałoby się zrobić to, czy tamto) ale też z punktu widzenia rodziny, partnera, którym często ciężko jest zrozumieć, że nie możesz się oderwać nawet na chwilę bo pracujesz (ale przecież jesteś w domu). Ja na szczęście pracowałam w domu już wcześniej i kwestię nauczenia partnera, że jak pracuję – to pracuję, odbębniłam sporo wcześniej. A Pyza zaskakująco (dla mnie) szybko to zrozumiała, może dzięki temu, że było tak od początku? Oczywiście Pyzie wolno więcej, więc niecierpiące zwłoki sprawy takie jak kot za oknem, czy nowa wieża z klocków nie mogą czekać, więc wiadomo, wtedy się odrywam 🙂

  4. Dobra organizacja pracy. Brawo! Nawet sposob pisania tekstu swiadczy o wlasciwym zorganizowaniu sie w zyciu. Opieka nad dzieckiem i zarabianie pieniedzy pracujac w domu – optymalne rozwiazanie przy wolnym zawodzie. Takie mamy wspieram 🙂 – niezalezne finansowo, a przy tym empatyczne i racjonalne.

  5. Ja w chwili obecnej zajmuje sie dzieckiem. Jednak czasem 24 godz to za malo. Mlody skonczyl 2 lata i nie przesypia nocy. Czasem jestem padnieta. Ale ustalilam sobie pewne priorytaty. Ustalilam sobie co mam robic.np we wtorek pranie srods prasowanie. Obiad tez gotuję na kilka dni dzięki czemu mam wiecej czasu.

    1. Przyznaję że przy nieśpiącym równo dziecku jest to dodatkowe wyzwanie. Plus wymagania dla własnego organizmu bo trzeba i tak robić a mózg nie jest w pełni wyspany. Także tym bardziej podziwiam Cię, że wypracowałaś sobie własny system! Pozdrawiam serdecznie!

  6. Ja pracuję na etacie, ale w międzyczasie prowadzę bloga, wiec czasem lawiruję tak miedzy obowiązkami, ze aż sama się zaskakuję 🙂 Brawa dla Ciebie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *