Praca w domu

Nie planowałam tego tekstu w tym tygodniu. Ale temat sam wszedł w ręce – wystarczyło tylko podążyć za natchnieniem i spisać przemyślenia, a felieton sam się stworzył.

W ciągu ostatnich tygodni furorę w sieci zrobił filmik z wywiadu online, w trakcie którego do pokoju weszły dzieci, co wywołało szok głównego bohatera. Można było zobaczyć, jak zupełnie nie umiał wybrnąć z sytuacji. Dało się również zauważyć żonę udzielającego wywiadu eksperta, która na klęczkach (sic!) wycofywała się z pokoju po zabraniu niesfornych dzieci.

Drugim, nie wiem, czy nie bardziej popularnym filmem, była parodiowana riposta, czyli wyreżyserowana opowieść o tym, że gdy kobieta znajdzie się w takiej sytuacji, radzi sobie nie tylko z dziećmi, ale i z pracami domowymi, mężowskimi skarpetami, a nawet jest w stanie wesprzeć saperów w ich obowiązkach. Równocześnie profesjonalnie prowadzi rozmowę na wizji, nie tracąc nic ze swojego zawodowego wizerunku, opanowania i nawet nie rozmazując makijażu.

Gdy zobaczyłam filmik ripostę, w pierwszym odruchu umieściłam link do owej parodii na jednej z facebookowych grup (z komentarzem, żeby nie bać się wpadek, gdy kręci się na żywo – taki był kontekst grupowy). Post otrzymał mnóstwo lajków i żywych reakcji, i zaledwie jeden późniejszy komentarz, czy aby na pewno to jest śmieszne. Oraz drugi, że tak właśnie u autorki komentarza wygląda praca w domu.
Kiedy zaczęły mi przychodzić do głowy refleksje, co właściwie puszczam w świat, umieściłam link na drugiej grupie. Chciałam rozpocząć dyskusję na temat tego, co ten film ze sobą niesie, a spotkałam się tylko z jednym komentarzem – żeby wyluzować. (Poza tym lajki i żywe reakcje świadczące o rozbawieniu odbiorców.)

Obie grupy były żeńskie.

Skąd moje mieszane uczucia?

Mianowicie film riposta został według mnie stworzony na podstawie bardzo stereotypowego widzenia kobiet. Oto widzimy – kobieta pracuje w domu, a RÓWNOCZEŚNIE ogarnie WSZYSTKO. Kobieta bohater. Czy aby na pewno?

W moim odczuciu film pokazuje kobietę źle zorganizowaną, bez ustalonych priorytetów, nietrzymającą granic, z mężem, który nie wie podstawowych rzeczy na temat własnych ubrań i nie ogarnia dzieci. Naprawdę to tylko moje złudzenie? W dodatku filmik pokazuje, ile kobieta MUSI ogarnąć SAMA w domu. Sama, bo nikt inny tego za nią nie zrobi. A ja się pytam – dlaczego?

Z własnego podwórka. Żeby nie być gołosłowną – pracuję w domu, więc temat znam od środka. W dodatku zajmuję się dziecięciem w wieku kilkunastu miesięcy. Oznacza to zabawę, przewijanie, karmienie, spacery i wszystkie inne atrakcje związane z tym zagadnieniem (które lubię i cenię i świadomie wybrałam taki model funkcjonowania). Pracuję, gdy Młody śpi oraz gdy wraca tata Młodego i przez dwie godziny mają wspólny czas. Koniec i kropka.

I teraz uwaga! Kiedy mam czas na pracę, nie zajmuję się wtedy domem, praniem, sprzątaniem, gotowaniem ani zakupami on-line. Do kuchni wchodzę tylko po to, by zrobić sobie herbatę. Czemu tak? Bo w trakcie pracy zajmuję się pracą. Tak ustaliłam swój priorytet.

Jak wygląda moja praca, kiedy jest już tata Młodego? Do mamy można wchodzić w razie wystąpienia kataklizmu zagrażającego życiu lub… gdy trzeba się przytulić. (I to naprawdę trwa momencik.) W przypadku, gdybym w tym czasie miała coś nagrywać (aczkolwiek z zasady nagrywam, gdy Młody śpi w dzień, ze względu na lepsze światło), do zadań taty Młodego należy zapewnienie mu programu rozrywkowego w czasie, kiedy mamusia jest w eterze. I tyle. Tata Młodego WIE, gdzie są ubranka potomka, UMIE nakarmić i przewinąć i świetnie razem się bawią w zabawy, które mamie nie przyszłyby do głowy.

Kiedy zatem zajmuję się rzeczami domowymi? Gdy Młody nie śpi. Większość rzeczy robię z nim. To prawda, że czasem zmywanie (nie mamy zmywarki) odbywa się w krótkich odcinkach i zajmuje sporo czasu. Ale co w tym złego? Większość tzw. obowiązków domowych to wielka atrakcja dla młodego człowieka, który nie dość, że wszystkim się interesuje, to jeszcze sam z siebie angażuje się do pomocy. Oczywiście cała nasza aktywność nie składa się z prac domowych. Zajmujemy się też rzeczami typowo dziecięcymi, czyli zabawą, spacerami, czy coraz częściej przeglądem placów zabaw itp. Normalne życie.

Tak z grubsza wygląda u mnie. Ale to nie wszystko. Priorytety to nie jest cały patent na moją pracę.

Drugim elementem jest podział obowiązków z tatą Młodego. Jako gospodarz naszego domu zajmuje się częścią rzeczy, także sprzątaniem i gotowaniem (i w niektórych kwestiach przyznaję mu palmę pierwszeństwa – gotuje po prostu lepiej niż ja). To dzięki niemu zwykle mamy potrawy przygotowane tylko do odgrzania, bo w weekendy gotuje w ilościach hurtowych. (Ja jestem raczej specjalistką w gotowaniu „na winie” – co się nawinie, to do gara.) Podręczne zakupy robimy w osiedlowym sklepiku, a duże – przez internet, z dowozem i wniesieniem do domu. (Fakt, że online jest nieco mniejsza oferta, ale i z tym sobie radzimy.)

Ot i cała filozofia.

Priorytety i podział zajęć – to dwa kluczowe elementy pracy w domu. Jest jeszcze trzeci, mianowicie – tak, nie mylicie się – komunikacja asertywna. Do czego się przydaje? Do stawiania granic i odmawiania wtedy, kiedy trzeba.

— Kochana, wiem, że jesteś w domu z dzieckiem, jestem w okolicy, wpadnę do ciebie.
— Monika, super, że jesteś obok, rzeczywiście jestem w domu, ale jakby mnie nie było, bo pracuję.
— No, ale co to za praca w domu?
— Monika, pracuję i teraz się nie spotkamy. Zadzwonię wieczorem, to się umówimy, ok?
— No dobra.

***

— Córeczko, wiesz, co powiedziała ciocia Kasia?
— Mamuś, pracuję teraz, mogę zadzwonić za godzinę?

***

— Kochanie, mój brat przyjedzie po pracy. Zrobisz jakiś obiad?
— Kotku, pracuję. Może zamówisz coś na wynos?
— A, no tak, ale masz rację, dobry pomysł.

Asertywność znakomicie wspiera realizację ustalonych priorytetów. I, jak wszędzie o tym piszę, nie jest darem niebios, ale wyuczalną umiejętnością dostępną każdemu. Wystarczy korzystać. W dodatku otoczenie też się uczy i szybko zauważy, kiedy jest lepszy moment na rozmowę niż w godzinach pracy.

Wracając do filmiku. Stereotyp bijący z filmu riposty bije po oczach. Największym zaskoczeniem dla mnie było to, jak mało kobiet to zauważyło! Czyżby to oznaczało, że dla nas, kobiet, tak bardzo OCZYWISTYM jest, że to na nas spoczywa ciężar organizacji i obsługi ogniska domowego, że po prostu filmik pokazuje samo życie? Czyż nie jest to szokujące?

PS1. Na wypadek komentarzy typu: „No tak, ty masz dobrze, mój mąż nie gotuje” – w takiej sytuacji podział obowiązków domowych powinien przebiegać nieco inaczej, zgodnie z tym, jakie macie uzdolnienia albo jak się umówicie. Nie ma jednej uniwersalnej recepty. Ważne jest dogadanie się. Czemu? Bo OBOJE mieszkacie w domu. Bo dom to nie jest hotel z całodobową obsługą. Bo praca w domu i zajmowanie się dzieckiem to więcej niż jeden etat.

PS2. Uprzedzając komentarz w stylu: „Ale mąż musi odpocząć” – a Ty nie?

PS3. A propos priorytetów i odpoczywania, jest też taki filmik – kobieta w wannie, bąbelki, wino i przemówienie o priorytetach i o tym, że naczynia muszą poczekać, i że lepiej, by dzieci miały wypoczętą mamę. Pełna zgoda.

PS4. Istnieje też komentarz autora całego zamieszania

PS5. zdjęcie tytułowe – kadr z filmu BBC wymienionego w tekście.

Related Post

Share

29 odpowiedzi do “Praca w domu”

  1. Pracuję w domu sporadycznie, w razie awaryjnych sytuacji i mamy na to ze starszą córką plan, o którym nawet w tym tygodniu napisałam na blogu (ależ zbieg okoliczności 🙂 ) Stała praca w domu wymaga przemyślenia i ułożenia wielu spraw – nie tylko zadań do wykonania, ale i autentycznych odpowiedzi do osób, dla których praca w domu „to nic takiego”.

  2. Praca w domu to orka na ugorze. Czasami musze zrobic jakis projekt i miedzy stronami przekładu robie obiad, zmieniam pampersa, scieram wymioty z podłogi…ciężko się skupić. Konczy sie na tym, ze siedze po nocach a rano trzeba wstać. Podziwiam osoby, ktore pracują w domu.

    1. hmm… Zastanawiam się nad tym co napisałaś. Ja sobie chwalę pracę w domu (chwaliłam sobie już wcześniej w erze przed Młodym). Czy to kwestia zmiany organizacji pracy, czy coś więcej? Ciekawa jestem w jakim wieku jest Hrabina?

  3. fajnie, że do Ciebie trafiłem. Powoli zastanawiamy się nad pracą w domu dla żony i zawsze mnie ciekawiło jak to wygląda u innych. Sorka ale rozśmieszył mnie fragment o tym, zę Twój mąż umie nakarmić i przewinąć. Toż to przecież tak samo jego dziecię jak i Twoje:) Ogólnie, to przyjemnie się czytało:)

  4. Od kiedy zostałam mamą po raz drugi nie mogę się zorganizować, wszystko leży i czeka, a ja tkwię w chaosie. Obym się prędko z niego wygrzebała!

  5. Aż ma się ochotę poprzestać na komentarzu typu: „Amen”

    My też mamy podział obowiązków… moim podstawowym jest przypominanie chłopu o jego… 😀

  6. Przyznaję, mi się filmik z zarobioną mamą nie spodobał w grupie:) szkodliwy stereotyp. Bardzo praktycznie opisałaś swoje sposoby i super, że macie taki partnerski podział. Sama mam 3-miesięcznego malucha więc ten podział się jeszcze tworzy u nas, ale od zawsze mieliśmy kolejki sprzątania i gotujemy na zapas więc jest łatwiej. Miałam taki pomysł, że w domu będzie zawsze ładnie, ale szybko mi przeszło, wolę czytać, blogować i dbać o swój rozwój a nie o brak kurzu:D ps. Wreszcie ktoś, kto uważa, że asertywność jest wyuczalna, wg mnie najlepszym miejscem na ćwiczenie są imprezy rodzinne i komunikacja miejska:)

    1. Kasia, jeszcze place zabaw… to jest dopiero poligon doświadczalny! Nastaw się duchowo 😉 a na brak kurzu itp bardzo pomagają… goście – zapowiedzianie oczywiście. Porządek, no – klar optyczny – robi się błyskawicznie 🙂 No więc ten tekst napisałam w ramach samokrytyki. Bo najpierw wstawiłam filmik, uśmiałam się, a potem… zreflektowałam.

  7. Podział obowiązków to ważna rzecz. Najbardziej denerwuje mnie, gdy ktoś ocenia, że mój mąż robi to czy tamto. Co prawda już nie pracuję w domu, ale obydwoje pracujemy na etacie, więc dlaczego to wszystko, co mamy zrobić w domu, miałoby spadać na jedną osobę?

    1. No właśnie! Bardzo dobre pytanie i zgadzam się z Tobą. Jeszcze gorzej jest gdy jedna osoba jest w domu – jakże często z automatu obowiązki spadają na nią. Bo jest w domu i tylko zajmuje się dziećmi. No przecież nic takiego nie robi! (bez komentarza juz bo mi się ciśnienie podnosi 😉 )

  8. Moja teściowa: Ale jak to, przecież siedzisz w domu cały dzień, to mogłabyś chociaż obiad ugotować.
    Ja: Mogłabym, tylko, że ja nie siedzę, a pracuję.
    Teściowa: No co to za różnica?
    Niestety, to najczęściej widzane podejście do tematu – skoro pracujesz w domu, to oznacza, że nie robisz nic, więc powinnaś gotowac, prasować, sprzątać itd, a praca jest wtedy twoją fanaberią.
    Odnosząc się do wywołującego do odpowiedzi filmu riposty. W pierwszym odruchu sama również się uśmiechnęłam, w myślą zasady – kobiety dają radę. Potem przyszła refleksja – my mamy zwyczajnie przechlapane. Od najmłodszych lat wciskane we wzorzec poprawnej kury domowej, wychowującej dzieci, patrz, jakie zabawki są produkowane dla dziewczynek (lalki, kuchenki, odkurzacze, żelazka). Jeśli dziewczynka życzy sobie pod choinkę samochód większość patrzy na nią jak na Raroga…
    P.S. Nie jestem wojującą feministką, czasami brak mi właśnie refleksji z naszej, kobiecej strony. Wiem, że niektóre z nas uszczęśliwia bycie kurą domową i saperem w jednym, ale czy na pewno szczęście jest szczere, bo gdzie miejsce na pasje i własne spełnienie?
    Pozdrawiam 🙂

    1. Bardzo bardzo dziękuję za wpis. I za przykład życiowy! pozdrawiam serdecznie. PS. też nie jestem wojującą feministką. prawdopodobnie film rzeczywiście miał pokazać, że kobieta to by sobie dała radę. Ale poszedł zbyt stereotypowo i tak mnie jakoś naszło 😉

  9. W domu czy biurze – jak się jest w pracy, to jest się w pracy i koniec kropka. Tak jakby w ogóle nie było się w domu! Asertywność jest tu zdecydowanie niezbędna.

  10. Ja się totalnie zgadzam z twoim punktem widzenia. Do tego jak mało kobiet to zauważyło. Żart żartami, ale wychodzi na to, że filmik pozornie doceniający kobiety tylko utwierdza stereotypy, że jak facet z pracy wróci to już nic nie ogarnie, bo on taki zmęczony.

    Co do podziału obowiązków to moim zdaniem to kwestia umówienia, a nie zdolności. Jeśli facet nie potrafi czegoś to niech próbuje aż się nauczy. Niestety mamy tendencję do wymówek…

  11. Niestety zmiany najtrudniej zachodzą w głowach ludzkich. Można godzinami deliberować o równouprawnieniu, partnerstwie w związku, podziale obowiązków domowych, a i tak rzeczywistość toczy się swoim własnym, niezależnym życiem. W umysłach ludzkich wciąż jak widać pokutują bardzo tradycyjne wizje i wyobrażenia na temat wszelakich ról społecznych. Nawiasem mówiąc która kobieta poświęcając chwilę sprawom zawodowym nie oczekuje spokoju, ciszy i poczucia mniejszej bądź większej kontroli nad swoim polem działania?? Ano właśnie… chyba każdemu z nas należy się chwila pewnej równowagi. Tę trzeba sobie jednak umieć wypracować. Asertywność, jasny sprecyzowany „rozkład jazdy”, ale także odpowiedni partner…

    1. A propos partnera – najgorzej, że nie można powiedzieć, że „widziały gały co brały”, bo „miłość jest ślepa” 😉 na szczęście można także rozmawiać. I jeśli rzeczywiście partner jest z gatunku odpowiednich to wg mnie można się dogadać. Ale tu każdy może mówić za siebie 🙂

        1. hmmm to brzmi jak początek długich nocnych rozmów Polaków przy napojach dla dorosłych… 😉 Asertywność nie jest panaceum na wszystko. Inaczej sprzedawaliby ją w sklepie koło bułek i nie miałabym roboty. 😉 Jeśli pozwolisz, odpowiem nie tutaj. chwilowo ściskam i pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *