Postanowienia na 2017 rok

Gdy chodziłam do szkoły, lubiłam zaczynać pisanie w nowym zeszycie. Czystym, niezapisanym, pachnącym świeżością. W kratkę lub w linie. Do dzisiaj pamiętam dotyk gładkiego papieru. Pisałam wtedy starannie, wyraźnie, przejrzyście, najchętniej wiecznym piórem. Zwłaszcza pierwsza strona była dopracowana.

Jak się łatwo domyślić, im bardziej rok szkolny był zaawansowany, a zeszyt zapisany, tym pismo stawało się coraz mniej wyraźne, a w końcu przechodziło w zwyczajne bazgrolenie. Wszystko w zależności od tempa, w jakim nauczyciel prowadził lekcje oraz mojego zainteresowania tematem.

Nie rozumiałam wtedy, że pierwsza strona mogła być piękna i czysta właśnie dlatego, że była zapisana w trakcie pierwszej lekcji w roku. A pierwsze lekcje były zwykle raczej zapowiedzią tego, co będzie się działo na zajęciach z danego przedmiotu i rozmowami o wakacjach niż nauką w pełnym tego słowa znaczeniu. Mimo to, każdego roku rozpoczynałam nowy zeszyt z tym samym postanowieniem – od teraz będę pisać ładnie i starannie.

Czysty, pachnący świeżością zeszyt przypomniał mi się, gdy myślałam o tekście noworocznym. Początek nowego roku jest bowiem jak nowy, niezapisany brulion szkolny. Zaczyna się nowy czas, bez sukcesów, ale i bez wpadek. Budzi nadzieję, że tym razem będzie po naszemu, zaplanowany zgodnie z tym, co chcemy.

Zapominamy tylko o tym, że – jak pierwsza strona w zeszycie – Nowy Rok to przecież dzień, kiedy prawdziwa nauka, czytaj: życie, jeszcze się na nowo nie zaczęła. To przecież nawet oficjalnie jest dzień wolny od pracy. Dzień świętowania. A dni świąteczne różnią się od innych, codziennych. Dlatego są właśnie takie specjalne.

Mimo to z tym dniem wiążemy wielkie nadzieje. Postanawiamy, że od tej pory będzie inaczej. Lepiej. Ten dzień będzie zwiastował przełom. Wreszcie będzie tak, jak być powinno, lub tak, jak o tym od dawna marzyłyśmy. Postanawiamy.

I przychodzi 2 stycznia.

Budzik dzwoni za późno, wszyscy zaspani, bo nadal odsypiają sylwestra i noworoczne spotkania. Mąż się spieszy do pracy, dzieci do szkoły. Syn zapomniał o odrobieniu pracy domowej przez ferie świąteczne, córce nie podobają się rajstopy, najmłodsze jest głodne i głośno domaga się pożywienia.

Zatem – małemu dajemy kaszkę i komórkę/tablet/tv, córce – inne rajstopy, synowi piszemy usprawiedliwienie. Mąż szczęśliwie wyszedł do pracy.

Gdy już cały ten zgiełk się uspokoi, siadamy przy porannej kawie i robimy małe podsumowanie. Okazuje się, że 2 stycznia wygląda identycznie jak każdy inny zwykły dzień ubiegłego roku. Ten sam poranny pośpiech i nerwy, te same niedociągnięcia organizacyjne. Ta świadomość zwykle działa zniechęcająco. Motywacja zaczyna siadać.

Czyżbym więc sugerowała, by dać sobie spokój z postanowieniami, bo i tak się nie udadzą i szkoda narażać się na kolejne rozczarowania?

Nie.

Jeśli ktoś chce zmienić coś w życiu, zaczyna od uświadomienia sobie, czego chce. (Czasem pomocna jest też wiedza o tym, czego się nie chce). Za tą świadomością przychodzi postanowienie. Może być noworoczne.

No właśnie. Jedno. Na początek wystarczy.

Dlaczego jedno? By zwiększyć szansę na sukces. By uniknąć rozczarowań (które demotywują oraz obniżają poczucie własnej wartości i tak ciągle narażane na szwank). Jedno, za to konkretne. Konkretne, czyli w cyfrach.

Przykłady:
Zamiast: będę ćwiczyć – zrobię 10 brzuszków dziennie. Każdego dnia..
Zamiast: będę mniej słodzić – posłodzę jedną łyżeczkę zamiast dwóch. I zamiast napojów wysokosłodzonych napiję się wody z cytryną. Niech będzie, że z odrobiną cukru. To i tak mniej niż w napojach gazowanych.
Zamiast: będę lepiej zorganizowana – wieczorem przygotuję plan na następny dzień.
Zamiast: będę więcej czytać – 20 minut czytania dziennie, codziennie (poza 20 minutami czytania dziecku).

Co ja postanowiłam?

Jako matka Polka na dorobku postanawiam mieć codziennie pół godziny dla siebie i dwa razy w miesiącu wychodne. I już. Na początek wystarczy.

Jeśli komuś jednak za mało jest jednego postanowienia – to po miesiącu może dorzucić drugie. A w marcu trzecie. Oczywiście pod warunkiem, że dwa wcześniejsze nadal realizuje. Innymi słowy, liczba powziętych postanowień będzie rosła w kolejnych miesiącach i rozszerzała się niczym kaskada wodna. Tym sposobem można mieć nawet 12 zrealizowanych postanowień w 2017 roku. Czy nie byłby to imponujący wynik w porównaniu z poprzednim rokiem? (Nie chodzi oczywiście o  ilość, tylko o zwiększenie sobie efektywności w realizacji postanowień).

PS1. Tekst napisany został z okazji Nowego 2017 Roku, ale opublikowany… w trakcie obchodów chińskiego Nowego Roku. Zbieżność czysto przypadkowa, ale czy nie jest to dobry moment, by zrewidować swoje noworoczne postanowienia?

PS2. Właśnie przyszło mi do głowy, że wymyśliłam nowy sposób realizacji postanowień noworocznych. Metoda kaskadowa. Hmm.. Cdn.

Related Post

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *