Najlepszy nauczyciel mindfulness

Z mindfulness spotkałam się przy okazji prowadzenia warsztatów radzenia sobie ze stresem (jak część z Was wie, zawodowo jestem trenerem umiejętności miękkich). Bardzo spodobały mi się najprostsze ćwiczenia polegające na skupieniu uwagi i kierowaniu jej na bodźce wokół człowieka oraz sygnały płynące z wewnątrz, z ciała. Przypadła mi do gustu umiejętność koncentrowania się na poszczególnych zmysłach.

W efekcie traktowałam tę nową umiejętność jako swojego rodzaju rozrywkę. Podobało mi się po prostu to, jakie efekty może dać proste przełączenie uwagi między zmysłami. Bawiłam się w ten sposób, gdy byłam w pięknym miejscu, np. nad morzem. Zapach morza, piasku, szum wody, odczucie wiatru i słońca albo kropli deszczu na skórze, piasek przesypujący się między palcami stóp. Tyle szczegółów!

Albo las – śpiew ptaków, zapach rozgrzanych słońcem drzew, dźwięki gałązek pękających pod stopami, mniejsze i większe żyjątka (obserwowaliście kiedyś choćby mrówki, jak chodzą wykonując swoje zajęcia?)

Albo… sklep. Stoję w kolejce do kasy. Uświadamiam sobie, że robi się gorąco i ciasno i zaraz szlag mnie trafi… 😉

Miałam poczucie, że w ten sposób bardziej doceniam daną chwilę, że zwalniam, nie lecę za kolejnymi „atrakcjami” czy punktami dnia. A dzięki temu, że uświadamiałam sobie, jak moje ciało czuje się w danej sytuacji, łatwiej mi było reagować w odpowiedni sposób na sygnały, które mi wysyła.

Nigdy jednak nie weszłam głębiej w to zagadnienie, nie pociągały mnie zaawansowane kursy. Mimo to zyskałam nauczyciela mindfulness, najlepszego jaki może być. Dzięki niemu uważnie przeżywam każdą chwilę dnia, a czas nie przecieka mi między palcami. To jemu zawdzięczam świadomość, jak bardzo efektywnym można być w ciągu 10 minut. To jego zasługą jest świadome docenianie przeze mnie samotnego pięciominutowego prysznica, przeczytania dwóch stron tekstu, siedzenia na krześle przez półtorej minuty. To on nauczył mnie dokonywania wyborów, co jest ważne w moim życiu, a co nie, czego chcę więcej, a co powinnam ograniczyć, z czego zrezygnować.
Dzięki niemu wreszcie lepiej poznałam swoje emocje i bardziej (aczkolwiek nadal wiele przede mną) zaczęłam nad nimi panować.

Co to za nauczyciel? Tak, dobrze się domyślasz, to moje dziecko 😀

Dzięki temu, że pojawiło się na świecie, moje życie nabrało nowych barw, smaków i wartości.

I owszem, tekst jest nieco żartobliwy, ale rzeczywiście to, co napisałam, jest prawdą. Moje życie naprawdę nie przecieka mi między palcami. Dzień, dłuższy niż kiedykolwiek, bo czasem zaczynający się o 6 rano, a kończący po 22, dostarcza mi ogromnej ilości wrażeń – każdego rodzaju. Wyostrzył mi się słuch. Cały czas mój radar nastawiony jest na dźwięki, których autorem jest moje dziecko. Rozpoznaję, czym się w danym momencie bawi, w jakiej jest formie. Oczywiście sygnałem alarmowym jest nie tylko płacz, ale także cisza. „Wtedy wiesz, że coś się dzieje” – cytując klasyka 😉 W dodatku słuch jest ukierunkowany nie tylko na dźwięki, które emituje Młody, ale generalnie moją uwagę przykuwa po prostu płacz dziecięcy, także cudzych dzieci.

Mój zmysł powonienia działa jak nigdy przedtem. Docierają do mnie zapachy kwitnących krzewów mijanych w trakcie spacerów. Rzeczywiście je sobie uświadamiam. Ale intensywniej czuję również różne inne wonie, np. te dostarczane przez zawartość pieluch, a także (nie bójmy się użyć tego słowa) smród papierosów palonych przez przechodniów idących przede mną (nie wiem, co się stało, ale ten zapach wyjątkowo zwraca na siebie uwagę i razi mnie).

Dotyk, te wszystkie przytulasy i całusy. Uścisk małych rączek obejmujących moją szyję, siła drobnych paluszków ciągnących mnie do klocków… Naprawdę je dostrzegam i dzięki temu bardziej doświadczam.

Emocje, uczucia, które przeżywam. Cała ich paleta – zarówno czułość, wzruszenie i zachwyt, przez rozbawienie i dumę, aż do świadomości, że kończy mi się cierpliwość i że za chwilę wybuchnę, jeśli nie zrobię kroku w tył albo nie odetchnę głębiej. Nie zawsze jeszcze jestem w stanie zapanować nad negatywnymi emocjami, ale to, że je sobie uświadamiam, jest krokiem w dobrą stronę.

Wzrosła także świadomość liczby mięśni, znajdujących się w miejscach, o których nie sądziłam, że jakieś mięśnie zawierają. Odkąd mam dziecko, które dość regularnie noszę, podnoszę, odkładam, ruch stał się nieodzownym elementem mojego życia. Inaczej kręgosłup by mi po prostu padł i odmówił współpracy.

Zauważyłam, że rozwinęły mi się też kompetencje poznawcze (choć to nie jest do końca związane z samymi zmysłami). Umiejętności organizacji, kreatywnego wynajdywania zabaw z tego, co jest pod ręką (efekt MacGyvera) lub przerabiania danej sytuacji (np. przewijania) na zabawę, ustawiania priorytetów, układania planów B, C itd. – to tylko niektóre z kompetencji, które się u mnie rozwinęły 🙂

Poprawił mi się refleks, a także przewidywanie konsekwencji danej sytuacji, np. co się może wydarzyć, gdy dziecko wdrapie się na stołek i zacznie przechylać, żeby dotknąć talerz leżący kusząco blisko…

Być może także dzięki temu, że tyle bodźców odbieram świadomie, to inne świadomie ograniczam, np. internet (o dziwo, i ja mam się dobrze, i sieć też). Zrezygnowałam także z telewizji, reklam, zalewu  nieprzydatnych wiadomości (poza tymi najbardziej istotnymi). Od paru lat żyjemy bez telewizora i nie tęsknię za nim. Na co dzień słuchamy radia, które w każdej chwili mogę wyłączyć. Zmieniłam także literaturę, którą czytam, jestem bardziej wybredna, bo dużo bardziej ograniczony jest mój czas. Żartuję, że oglądam dokładnie każdą minutę, zanim ją spędzę.

Czemu ograniczyłam dopływ bodźców? Dlatego, że przy dziecku jest mnóstwo sygnałów, informacji, na które po właściwym zinterpretowaniu trzeba w odpowiedni sposób zareagować. Dodatkowe zewnętrzne informacje zabierają energię, którą mam. A jest jej tylko określona dawka w ciągu doby.

Generalnie odkąd mam dziecko, żyję bardziej świadomie. Zarówno dzięki bodźcom, jak i dzięki stawianiu granic, dokonywaniu wyborów, podejmowaniu decyzji. Widzę, jak jakościowo zyskało moje codzienne życie, właśnie dzięki temu, że pojawił się koło mnie mały człowiek. Mój syn.

 

Related Post

Share

22 odpowiedzi do “Najlepszy nauczyciel mindfulness”

  1. Oj tak…moje dzieci też dały mi ogromną szkołę życia. Zgadzam się, że człowiek uczy się przez całe życie…ale kiedy wychowuje dziecko, nagle pewne rzeczy diametralnie się zmieniają 😉

  2. Maz rację, dziecko wiele zmienia. Właściwie cały świat się zmienia i to nie tylko dlatego, że nagle nie mamy na nic czasu 😉 Zaczynamy postrzegać życie inaczej, przewartościowujemy je. Część rzeczy odrzucamy, część dostrzegamy na nowo. Świetny wpis 🙂
    P.S. Czytając początek, chciałam się pytać o namiary na tego nauczyciela 😉 😀

  3. Muszę napisac Ci ż eod czasu kiedy na śiecie pojawili się chłopcy, powiedzieć, żyję bardziej świadomie, inaczej, wolniej i staram sie poświęcać im swój czas na 100%. Życie dla mnie bez nich było by jakieś takie nijakie, może inne, byłoby więcej wolnśc, ale pustka w sercu.

  4. Odkąd mam przy sobie swoją dwójkę zauważam, że żyje inaczej. Świadomie to jedno, a po drugie wszystkie swoje działania rozkładam na czynniki pierwsze i dostosowuje głównie do nich . Zwolnilam, łapie każdy dzień z nimi i doceniam trud każdej kobiety, która jest matka.

    1. też tak mam! I bardzo podobnie podchodzę do tego co napisałaś w ostatnim zdaniu. Dopiero teraz doceniam naprawdę pracę jaką włożyła moja mama w nasze wychowanie i jestem pełna podziwu dla matek mających więcej niż jedno dziecko. Szacun 🙂

  5. Kurczę, teraz jak sobie tsk myślę to naprawdę tak jest, że dziecko uwrażliwiło mi zmysły i ustanowiło priorytety. Tylko tego snu tak malo bo mój 2latek bardzo często budzi się w nocy.

    1. Cieszę się, że tym tekstem udało Ci się coś nowego u siebie zauważyć w kwestii zmysłów i priorytetów 🙂 i równocześnie współczuję Ci z tym budzeniem się dziecka w nocy. jeszcze pamiętam jak to mnie wybijało z rytmu..

  6. W sumie uczyłam sie razem z dziećmi. Jestem mamą od 20 lat. Z każdym rokiem uczymy sie n nowo, tym bardziej, że najmłodsze dziecko jest jeszcze w wieku przedszkolnym. To od niej najwięcej sie uczę.

    1. czy to nie jest tak, że dzięki temu, że uczymy się z dziećmi – jesteśmy jakby młodsze? i w nastroju i mentalnie? bo kontakt ze świeżością, energią, uśmiechem, pytaniami. Jak myślisz? 🙂

  7. heheh dobre 🙂 z jednej strony mam tak samo…dokładnie k piszesz emocje, uczucia nigdy głębiej ich nie przeżywałam…z drugiej strony momentami czuję się tak prze bodźcowana, że w ogóle nie ogarniam co się ze mną dzieje…:P

  8. Tak już chyba jest, że przy dzieciach człowiek się uwrażliwia na wiele rzeczy, które go wcześniej omijały albo nie obchodziły. Reaguje na płacz, nawet obcych dzieci.
    No i ten czas, faktycznie, przelatuje nawet nie wiem kiedy. 🙂

  9. Ja zdecydowanie mogę powiedzieć to samo, ze odkąd mam dziecko żyję bardziej świadomi. Liczy sie dla mnie TU i TERAZ, być a nie mieć!

  10. Zawodowo mamy ze sobą wiele wspólnego! 🙂
    Dla mnie takim nauczycielem też było dziecko, ale też dość poważne problemy ze zdrowiem. W takich okolicznościach przyrody drobne rzeczy, nie zauważane wcześniej , nabierają sensu, a życie zwalnia tempo i pozwala wreszcie je dostrzec! 🙂

    1. o, no proszę jaki ten internet mały 😀 zgadzam się z tym co napisałaś. Dodam jeszcze jedną rzecz. Pamiętam jak Ewa Błaszczyk w którymś wywiadzie powiedziała, że po wypadku Oli – z dnia na dzień wszystkie głupoty, którymi się wcześniej zamartwiała, nagle przestały dla niej istnieć. Zmiana sytuacji pozwoliła na dostrzeżenie tego, co jest naprawdę ważne i docenienie drobnych codziennych sytuacji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *