Mamo, kup mi coś

Jedna z popularnych nadbałtyckich miejscowości wypoczynkowych, lipiec, upał. Wakacje w rozkwicie. Dzikie tłumy na plaży. Pielgrzymki na drogach dojścia do plaży w obu kierunkach.

Ale żeby dojść do przejścia na plaży trzeba pokonać prawdziwy tor przeszkód. Najpierw to konkurencja – spakuj się i pamiętaj o wszystkim. Następnie – przejdź całą drogę nie gubiąc żadnego dziecka ani przedmiotu po drodze. Ale na koniec trzeba pokonać jeszcze jedną przeszkodę. Prawdziwy labirynt pełen pokus czających się na każdym kroku. Feerii barw. Kuszących zdradzieckich syren niczym z Odysei.

Innymi słowy trzeba pokonać slalom między straganami z pamiątkami, zabawkami, widokówkami, gadżetami, biżuterią z bursztynu, stoiskami z tanią książką, jedzeniem i ubraniami. Znajdują się tam przedmioty, o których istnieniu nie miałaś pojęcia. O których nawet Facebook nie wie! Przyciągają wzrok i kuszą. Kup mnie. Wybierz mnie!

Dorosły dostaje oczopląsu, a co mają powiedzieć te niewinne dzieciny, które zapragnęłaś wraz ojcem nieletnich, zabrać nad morze, by nawdychały się jodu?

Mamo – widziałaś jakie wiaderka, samochody, muszelki? Mamo, takiego jeszcze nie mam! Mamo, ja chcę takiego dmuchańca – taki piękny delfin, krokodyl, pingwin! Ja chcę tego delfina, mamo kup mi loda, a możemy gofra? A po obiedzie? Mamo, ale ta dziewczynka z pokoju obok to ma, ja też takie chcę. Mamo kup, proszę, będę grzeczna…

Mamo, mamo, mamo… Litania do mamy.

I tak przez 2 tygodnie. Codziennie. Właściwie dwa razy dziennie – na plażę i z powrotem. Jest jeszcze gorzej gdy pogoda nie dopisze i słońce ominie ten region właśnie wtedy, gdy my tam jesteśmy. A wiadomo – jak nie ma słońca – idziecie się powłóczyć po okolicy. I odkrywacie zupełnie nowe stragany… „Mamo”…

Święty by zmiękł, a co mają powiedzieć rodzice dzieci w wieku od przedszkolnego w górę?

Jak przeżyć wakacje i nie zbankrutować?

Czy to w ogóle możliwe? Zastanówmy się.

Po pierwsze

Można w takie miejsce… nie jechać. Serio. Bo, czy na pewno wyjazd nad morze w pełni sezonu turystycznego z dzieckiem nieodpornym na pokusę posiadania nowych przedmiotów jest najlepszym miejscem na spędzanie tam urlopu?

Po drugie

Można zadziałać profilaktycznie. Na przykład możemy umówić wcześniej z dzieckiem, na to czy na wakacjach będziemy coś kupować, ile i za ile. Im starsze dziecko, tym metoda skuteczniejsza.

Po trzecie

Możemy zadziałać nieszablonowo i wręczyć dziecku wakacyjne kieszonkowe. Przy okazji ustalając konkretne graniczne warunki, czego na pewno nie może kupić (kolejnej paczki czipsów). Ale np. w zabawki nie ingerujemy. Warto przy tym zrobić wstęp do teorii wydawania pieniędzy oraz ich znikania. A może nawet tę opcję przećwiczyć przed wyjazdem na domowych zabawkach w ramach zabawy w sklep?

Gdy jest już jednak za późno i na miejscu okazuje się, w co się wpakowaliśmy, pozostaje

gaszenie pożarów.

I tu mamy różne możliwości.

Możemy na przykład umówić się z dziećmi, że obejrzymy wszystkie sensowne stoiska i zakupimy jedną wybraną rzecz. Słownie jedną. A potem konsekwentnie przypominamy, że miała być jedna. (przy okazji ćwicząc asertywne odmawianie).

Jest też wersja dla lubiących wyzwania oraz mających pewną praktykę w odmawianiu swoim dzieciom. Mianowicie – od razu stosujemy asertywne odmawianie mówiąc: „Nie kochanie, nie kupię Ci X (tu wstaw odpowiednią nazwę przedmiotu). Wiem, że bardzo chcesz mieć, że bardzo Ci się podoba X, ale umawialiśmy się że nic nie kupujemy/ kupimy tylko jedną zabawkę/ uważam, że kosztuje za dużo/ nie potrzebujemy tego/ jest kiepskiej jakości/ jest niebezpieczne i dlatego Ci nie kupię.”

Większy problem może być z młodszymi dziećmi, które nie do końca będą rozumieć, czemu rodzice innych dzieci im kupują a oni są pozbawieni rozrywek. Jeśli dziecko mamy z gatunku nieakceptujących tego, że nie może czegoś dostać, to podejrzewam, że jeżdżenie w miejsce pełne takich pokus będzie trudnym przeżyciem i dla dziecka i dla dorosłych. Pytanie czy ilość wdychanego jodu jest wystarczającą rekompensatą za uszczerbki na nerwach całej rodziny?

I to właściwie wszystko co możemy zastosować ratując nerwy, budżet i twarz. Chyba, że przychodzi Ci do głowy inne rozwiązanie. Jeśli tak – napisz proszę w komentarzach, jakie macie patenty na straganowe pokusy?

PS. Zapomniałam o jeszcze jednej, oczywistej metodzie postępowania, może nienajtańszej, ale za to gwarantującej ukojenie nerwów. Spełniamy każde życzenie dziecka 🙂

 

Related Post

Share

18 odpowiedzi do “Mamo, kup mi coś”

  1. Pamiętam jeden taki nasz wyjazd – syn miał wtedy 2,5 roku i przeżywał fazę zachwytu wszystkimi „atrakcjami” z nadmorskich straganów. Nie obyło się bez płaczu, nie ukrywam, że kilka razy ulegliśmy, ale dużo rozmawialiśmy, syn wyrósł z tego (obecnie ma ponad 5 lat) i w kolejnych latach już nie było tego problemu,. To chyba po prostu był taki wiek fascynacji 😉

  2. Oj moi synowie też doprowadzają do szaleństwa, szczególnie na wyjeździe. Kup to kup tamto zróbmy to… u nas najlepiej skutkowały negocjacje, umawialiśmy się z chłopakami na coś konkretnego i trzymaliśmy się umowy. Na szczęście udało się bez większych awantur

  3. Można jeszcze robić listy/zdjęcia fajnych rzeczy z obietnicą zakupu jednej z nich za pewien czas, jeśli fascynacja przetrwa. Ryzyko jest takie, że to coś zniknie ze straganu i pozostanie drugi czy trzeci wybór z listy. Ale takie jest życie… Albo dziecko może zbierać punkty za ustalone działania i sobie zarobić na przyjemność. Metody tej nie stosowałabym w nadmiarze, raczej z rzadka, jako rodzaj wyzwania, w stylu „chcesz coś extra, zrób coś extra” (nie jako metoda wyegzekwowania tego, czego i tak wymagamy od dziecka na co dzień). Obie metody odpowiednie są dla starszych dzieci.

  4. Pierwszy raz od dawna czekają nas rodzinne wakacje. Tu na miejscu radzę sobie z „mamoooo kup mi”. Tam chyba wybrne z kieszonkowymi, jeszcze myślę nad tym.

  5. Niestety miałam taki problem na wakacjach w zeszłym roku. Najgorsze były te wszystkie koniki i grające samoloty. Myślę, że pomysł z kieszonkowym najlepszy. Na pewno to wykorzystamy na kolejnym urlopie. Moje dziecko miało w zeszłym roku 3 lata i naprawdę trudno było wytłumaczyć, że nie można godzinę bujać się na sztucznej kaczce. :p

  6. Podoba mi się pomysł z kieszonkowym dla dziecka. Będzie miało poczucie sprawstwa, poczuje czym jest wydawanie pieniędzy i dowie się na własnym przykładzie, jakie są konsekwencje przemyślanych (bądź nie) zakupów 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *