Mamo, a skąd się biorą (asertywne) dzieci?

To nie będzie tekst zawierający wskazówki, jak postępować z dziećmi. Zamiast tego chcę się skupić na pokazaniu pewnego zjawiska na bazie moich obserwacji. A zatem…

Skąd się biorą dzieci? Na ogół to wiemy, prawda? 😉 Nawet zawczasu przygotowujemy odpowiedź, żeby nie dać się zaskoczyć, gdy nasze pociechy zaczną poruszać „kłopotliwe” kwestie. Ale skąd się biorą asertywne dzieci? To przecież nie jest to samo pytanie. I raczej spodziewamy się innej odpowiedzi, prawda?

Prawdopodobnie znasz ten rysunek. Dzieci mają być ciche i bezwonne za młodu (w myśl zasady „dzieci i ryby głosu nie mają”), ale po osiągnięciu dojrzałości nie mogą być bierne i uległe, tylko przebojowe i asertywne właśnie. Ot, paradoks koncepcji dorosłych na temat funkcjonowania dzieci oraz ich wychowania.

Czy jednak nie da się tego jakoś pogodzić, tak by człowiek w wieku dziecięcym współpracował z rodzicami, a jako dorosła osoba był jednak asertywny?

***

Obrazek pierwszy

Jedenastomiesięczna Basia. Do tej pory wobec osób innych niż rodzice zachowywała  się „normalnie”. Nagle na widok dziadków, cioć i pozostałych znajomych twarzy zaczyna reagować wyraźnym lękiem. Na przykład w ogóle nie chce dawać buziaka babci, gdy ta przychodzi z wizytą, mimo, że wcześniej nie było z tym problemu. Teraz chce tylko do mamy na rączki. Babcia nalega na całusy na powitanie.

A. Mama na siłę przysuwa dziewczynkę do babci, żeby dała się pocałować. Dziecko wyrywa się i krzyczy.
B. Mama trzyma dziewczynkę na rękach, tłumacząc babci, że dziewczynka teraz nie będzie się witać i że najpierw musi się z babcią oswoić.

Obrazek drugi

Piętnastomiesięczny Patryk. Od jakiegoś czasu nie ma możliwości „normalnego” założenia mu pieluchy. Nie dość, że się wierci, to jeszcze ucieka. Jest zafascynowany swoją możliwością ruchu, sprawnością. Bardzo go bawi, gdy uda mu się uciec – śmieje się wtedy radośnie.

A. Unieruchomiony na siłę przez mamę Patryk rozdzierająco płacze.
B. Mama ma stale aktualizowaną kolekcję sposobów, które pozwalają na to, by chłopiec dał się przewinąć. Ostatnio wyspecjalizowała się w zakładaniu pieluchy, gdy Patryk ogląda coś przez okno. Na razie działa 🙂

Obrazek trzeci

Dwuletnia Monika nie chce się ubrać. Biega goła po mieszkaniu. Nie daje się namówić do przyjścia, żeby założyć ubranie.

A. Mama w końcu łapie ją w locie i wyrywającą ciągnie do sypialni, gdzie, siłując się, zakłada ubranie płaczącej dziewczynce.
B. Mama pokazuje Monice stroje, które ma do wyboru, dzięki czemu dziewczynka sama chce, by ją ubrać. Od razu potem biegnie do lustra, żeby się przejrzeć.

Obrazek czwarty

Dwuipółletni Tomek bawi się w piaskownicy. Wokół leżą ogólnodostępne foremki, grabki itp. Pojawia się rówieśnik i wyciąga rączkę po łopatkę Tomka. Właściciel narzędzia z refleksem łapie przedmiot pożądania i chowa za siebie.

A. Mama poucza Tomka: „Synku, trzeba dzielić się z chłopcem zabawką”. Tomek mówi głośno: „NIE!” Na to mama: „Oj, bo pójdziemy do domu. Przecież ci jej nie zje.” Zabiera swojemu dziecku łopatkę z ręki i daje drugiemu chłopcu. Tomek zanosi się płaczem, mama wyciąga go z piasku i beszta.
B. Mama pyta Tomka: „To twoja zabawka, chcesz się dać nią pobawić chłopcu?”. Dziecko odpowiada głośno: „NIE!” „A może się na coś zamienisz?”, proponuje mama. Znowu pada zdecydowane: „NIE!” Mama zwraca się do chłopca bez łopatki: „Wiesz, Tomek nie chce ci teraz pożyczyć łopatki, bo jest jego i się nią bawi. Może weźmiesz na razie grabki albo foremkę?” Chłopiec jednak w ogóle rezygnuje i biegnie na huśtawkę.

Obrazek piąty

Trzecie urodziny Julki. Przychodzi zaproszona kuzynka Zosia, nieco młodsza od solenizantki. Natychmiast rzuca się do przeglądu lalek Julki.

A. Julka po kolei wydziera z rąk Zosi każdą zabawkę. Mama Julki mówi: „Oj, nieładnie się zachowujesz! Trzeba się dzielić zabawkami! Co z ciebie za gospodyni! Zosia pobawi się tylko chwilę!” Julka z płaczem siada w kącie, mama dalej gani ją za złe zachowanie.
B. Julka spokojnie bawi się swoimi rzeczami, a nawet przynosi kuzynce jeszcze inne lalki do pokazania. Przed urodzinami przejrzały bowiem z mamą zabawki i dziewczynka zdecydowała, które udostępni Zosi, a które chce zatrzymać dla siebie i schować.

Obrazek szósty

Do trzyipółletniego Kubusia przychodzi babcia i daje wnusiowi cukierki. Chłopiec z zachwytem wyciąga rączki. Mama mówi do synka:

A. „O, dostałeś od babci cukierki. Idź i poczęstuj wszystkich”. Kuba nie chce. „Idź, poczęstuj, to nieładnie tak się zachowywać. Wyrośniesz na samoluba!” Chłopiec rzuca słodycze na podłogę i wpada w histerię. Mama zapowiada konfiskatę cukierków.
B. „O, dostałeś od babci cukierki. Są twoje, jeśli chcesz, możesz wszystkich poczęstować.” Kuba przez chwilę bawi się paczuszką, potem daje każdemu po jednym cukierku.

***

Nie, to nie jest wstęp do testu jednokrotnego wyboru 🙂 Domyślasz się do czego zmierzam? Otóż, chcę Ci zwrócić uwagę na dwie rzeczy.

Pierwsza rzecz

Dziecko w naturalny sposób stawia i pokazuje swoje granice. Nawet jeśli jeszcze nie mówi, to swoją postawą komunikuje, czego nie lubi, jak się czuje w danej sytuacji. Uzewnętrznia swoje emocje, nawet jeśli nie umie ich nazwać. Wszystko to dzieje się zgodnie z fazami rozwojowymi.

Równocześnie dziecko testuje granice, które samo odkrywa. W ten sposób sprawdza, czy poznawane przez nie reguły są powtarzalne oraz uczy się, gdzie kończą się jego granice, a gdzie zaczynają się cudze. Dzięki temu wie, jak się może poruszać. Przy czym dziecko jest wytrwałym testerem i przeprowadza eksperymenty na różne sposoby, czasem w najbardziej nieoczekiwanych momentach. Potwierdzając doświadczalnie stałość zasad, nabywa poczucia bezpieczeństwa potrzebnego do rozwoju własnej tożsamości, odrębności i samodzielności. To niezbędne i niezwykle ważne kroki do bycia w przyszłości integralną i suwerenną osobą dorosłą.

W międzyczasie dziecko coraz bardziej uświadamia sobie własne nowe umiejętności, zauważa, że jego zdanie jest brane pod uwagę i cieszy się tym oraz sprawdza, co można z tym zrobić. I stąd golasy biegające o poranku tuż przed wyjściem rodziców do pracy.

Druga rzecz

Rodzice są pierwszymi osobami, które mogą dziecięce granice wzmocnić lub stłamsić. To od nich zależy ten moment, w którym dziecko będzie czuło, czy granice i uczucia, które pokazuje, są respektowane i brane pod uwagę, czy też nie.

Nie chodzi tu o wychowanie bezstresowe, zgodę na wszystkie zachowania dziecka w danej sytuacji. Chodzi o przyznanie dziecku prawa do odrębnych uczuć, emocji i reakcji, czasem totalnie odmiennych od dorosłych. Bo dziecko jest – uwaga! – inną osobą niż np. mama. Ma w danej sytuacji potrzeby często zupełnie różne od tych, które ma mama. Sztuką jest uwzględnić potrzeby obu stron i dojść do porozumienia w taki sposób, by uszanować kształtujące się granice dziecka i uniknąć ich tłamszenia. I tu jest pole do popisu dla dorosłych.

Jeśli zatem chcemy, by nasz rozkoszny niemowlak umiał jako dorosły powiedzieć: „nie”, gdy będzie tego wymagać sytuacja, to teraz, gdy jest mały, warto zacząć zauważać i brać pod uwagę jego emocje i zachowania. Na przykład gdy nie chce pocałować babci na przywitanie. Potem zaś jeszcze tylko kilkanaście lat cierpliwości, nauki, rozmów, negocjacji, elastyczności, kreatywności, a przede wszystkim ogromu miłości i już będzie z górki 🙂

Asertywność to bowiem nie tylko naturalnie stawiane granice, to także nauka zachowań, rozumienia kontekstu sytuacyjnego, reguł, radzenia sobie z emocjami, brania pod uwagę potrzeb innej osoby. To proces, który trwa wiele lat. Ale nikt nie obiecywał, że będzie łatwo 😉

A więc, odpowiadając na tytułowe pytanie wydarzenia: „Mamo, a skąd się biorą (asertywne) dzieci?”, można by rzec – one już takie są. A to, czy nimi zostaną, czy będą rozwijały swoje umiejętności asertywne, to już w dużej mierze zależy od ich rodziców.

Z okazji Dnia Matki i Dnia Dziecka, tuż przed Dniem Ojca, życzę wszystkim zainteresowanym wielu wspólnie spędzanych chwil, dzięki którym będą się budowały granice dziecka, procentujące w wieku dorosłym w postaci umiejętności komunikacji asertywnej.

PS. Być może powiesz: „Ale to zajmuje czas, rano się spieszę i nie mogę się bawić w negocjacje z rozkapryszonym dwulatkiem, a babcia się obrazi za brak buziaka”. To prawda – to o czym piszę, zajmuje czas. Ale wszystko jest kwestią priorytetów i organizacji. A na to mamy wpływ i w dużej mierze możemy sobie ułatwić np. sytuację wyjścia do pracy. Ale to już temat na inne wydarzenie 😉

 

Tekst powstał w ramach wydarzenia „Mamo a skąd się biorą (asertywne) dzieci?”, zainicjowanej przez AsertywnaMama.pl we współpracy z Mama Balbinka, Odnova.net, Pozytywne wychowanie, Z błyskiem w oku.
Tutaj znajdziesz pozostałe teksty
.

 

 

 

 

 

 

Related Post

Share

49 odpowiedzi do “Mamo, a skąd się biorą (asertywne) dzieci?”

  1. Skoro najwiecej sie dziecko uczy przez zabawę, to trzeba sie bawić w asertywnosc. Nie zgodze sie, ze dzieci asertywne juz takie są. Zachowanie bierze się z obserwacji, nauki , nasladowania i powielania. To jakby powiedzieć o terroryscie, ze on juz taki jest.. Zabawa moze.byc super. Nawet ubranie. Naszykowac wieczorem 3 komplety ubran i rano pozwolić dziecku wybrac. Zajmuje to kilka sekund, a radocha niesamowita. Podobnie z owocami czy co tam tylko chcemy. Jednak trzeba pracy, jak ze wszystkim.

    1. Zgadzam się jak najbardziej z przykładem zabaw, które podałeś. Natomiast mając na myśli o tym, że dziecko jest asertywne od początku, miałam na myśli to, że pokazuje swoje granice w różnych sytuacjach, nawet gdy jest zupełnie małe. I… to dopiero początek – tak jak pisałam dalej – dopiero zaczyna się wtedy długi czas nauki zachowań, rozumienia kontekstów itd. 🙂 tak więc w sumie mamy to samo zdanie 😀

  2. „Uzewnętrznia uczucia” wiem coś na ten temat. 🙂 mój mlody dość dobitnie i hmmm dość głośno to robi.

  3. Dobry wpis. W niezmiernie sugestywny i obrazowy sposób uświadamia, jak bardzo my – dorośli profilujemy późniejsze zachowania naszych dzieci. O ile wielu z nas zmaga się z wykoślawioną asertywnością lub jej zupełnym brakiem, o tyle świadomość, jaką daje choćby taki wpis, może wspomóc nasze dzieci. Warto wziąć to wszystko pod uwagę i przestać wyczekiwać od nich absolutnej ogłady czy też uległości.

    1. Lidia, bardzo Ci dziękuję za ten komentarz! Nadal pokutują w nas style wychowawcze z przeszłości. I trochę czasu trwa, żeby się przestawić. I stare nawyki nastąpić nowymi… ta klątwa „grzecznych” dzieci jeszcze długo będzie się odbijać czkawką…

    1. to rzeczywiście jest dodatkowe wyzwanie, gdy każde dziecko jest inne. Ciekawe co napisałaś na temat drugiego dziecka – że trzeba było długo uczyć. Samo nie miało takich odruchów? pozdrawiam serdecznie

  4. Oj, dziecięce NIE o poranku kiedy mam 3 chłopców wyprawić do przedszkola i żłobka to bardzo trudna materia… Szczególnie, że ostatnio robię to zupełnie sama. Choć wiem, że ta dziecięca asertywność jest ważna i będzie rzutowała na to jakimi asertywnymi dorosłymi będą moi synowie, nie ukrywam że wymaga to ode mnie sporo czasu i jeszcze więcej cierpliwości czy elastyczności

    1. Sama wiem, że czasem jest ciężko. Nawet przy jednej sztuce można się nieźle nagimnastykować, a co dopiero przy trzech… Także jestem pełna podziwu, że jednak nie idziesz na łatwiznę! pozdrawiam serdecznie 🙂

  5. Świetnie napisane. Zgadzam się z Tobą w zupełności. Och, ja a bym chciała, żeby wszyscy rodzice to rozumieli. Że siłą nic nie osiągną, że droga nie prowadzi przez zmuszanie, że my – dorośli nie jesteśmy sznurkami poruszającymi istotę naszych dzieci. Że one są odrębnymi istotami. I ta rewelacyjna puenta. No po prostu trafione w dziesiątkę. One już takie są 🙂 Super. Dziękuję i pozdrawiam 🙂

    1. Dziękuję 🙂 bardzo fajnie podsumowałaś tekst! Czasem mnie zastanawia, że dorośli nie widzą, że od nich można wymagać nieco więcej niż od dzieci – dlatego, że są dorosłymi… Pozdrawiam również 🙂

  6. Wiele niestety zależy od charakteru dziecka. Ja mam dwójkę skrajnie różnych. Jeden jest od urodzenia wręcz skrajnie posłuszny. Drugi wręcz przeciwnie – krnąbrny do granic możliwości. Z każdym trzeba inaczej postepować by uzyskać wymarzony efekt, efekt asertywnego, choć dobrze wychowanego brzdąca.

  7. Dobrze napisane. Kiedyś moje dziecko dało się obudzić o 6.30, zaprowadzić do łazienki, ubrać i wsadzić do samochodu z kanapką w ręku. Poważnie się wtedy zaniepokoiłam, skąd ten zupełny brak sprzeciwu :). Generalnie nadmierne posłuszeństwo u dzieci mnie zawsze niepokoi. Zarówno jako matkę, jak i psychologa. To jak sygnał – że dziecko, w imię zachowania więzi z rodzicem, zrezygnowało z siebie. Dlatego szanuję „nie” mojego dziecka, choć nie zawsze muszę się z tym „nie” zgadzać, albo jest mi po prostu trudno.

    1. dziękuję 🙂 Podoba mi się Twoje podejście. Zarówno jako matce jak i psychologowi 😀 Uczę się brać pod uwagę „nie” mojego dziecka, chociaż jesteśmy w wieku żłobkowym, więc jednak pielucha póki co jest potrzebna 😉 Więc kombinuję innymi metodami… Na ogół się daje 🙂

  8. Mylnie myśli się, że grzeczny = posłuszny. Zresztą w ogóle słowo „grzeczny” jest bez sensu. Ja niestety asertywności uczę się dopiero w dorosłym życiu. Mam nadzieję, że moje dzieci nie będą miały z tym takich problemów jak ja.

    1. zgadzam się i powiem więcej – mylone jest słowo „grzeczny” z „dobrze wychowany”… Też uważam że grzeczny to bez sensu słowo. Osobiście nie używam… odkąd mam dziecko 😀 Powodzenia w nauce asertywności – polecam się 🙂

  9. No coż dziecko nawet to najmłodsze to odrębna jednostka ludzka, a to oznacza że może mieć swoje (często odmienne do naszego) zdanie. Ja powiem tak- cieszę się kiedy syn( jeden i drugi) mi czasem odmawia zrobienia czegoś o co go proszę i mówi nie. Jeśli na każdą moją prośbę odpowiadał by w 100 przypadkach na 100 „tak” najzwyczajniej wychowałabym człowieka bez charakteru, który w konkretniej sytuacji nie umie wyznaczyć granic.

  10. Sama jestem ciocia i nigdy nie zmuszam bratanka do dawania buziakow, jezeli wychodze i sie zegnam z Jego mama i tata to on sam decyduje czy da buziaka czy powie dowidzenia 😀 Sama w dziecinstwie ciagle bylam zmuszana do dawania buziakow ciociom, wujkom i krewnym dla mnie to strasznie niehigieniczne zjawisko 😉

  11. Ja staram się dać synkowi wybór, np. z którego chce jeść talerzyka niebieskiego czy zielonego. Nie powiem mu np. czy chcesz kanapkę bo od razu powie NIE. Pytam czy chce z wędliną czy z pomidorem (pokazuję mu przed nosem, ponieważ z mową mamy problemy:)) i wtedy on sięga po to co chce.

  12. trudna to sztuka, sama wiem po sobie nie zawsze udaje mi się skomentować dana sytuację tak jakbym chciała, ale generalnie staram się nic nie wymuszać 🙂

  13. Nie jestem mamą i póki co nie planuję nią być, ani nie otaczam się dziećmi, ani generalnie nieszczególnie je lubię… Głównie przez to, z czym spotykam się na co dzień np. w komunikacji miejskiej czy w kolejce w sklepie. Nigdy nie patrzyłam na to z tej perspektywy, zawsze to dziecko mnie niesamowicie irytowało krzycząc jakby je obdzierali ze skóry – nie pomyślałam o tym, że być może właśnie w tej chwili jego rodzic przekracza jego granice w jakiś sposób, np. zabraniając jeść chrupki kiedy dziecko jest głodne lub nakazując mu założenie bucików, które są strasznie niewygodne (o czym rodzic niekoniecznie musi wiedzieć).

  14. Zwracasz uwagę na bardzo ważną rzecz. Generalnie sprowadza się to do tego, że dziecko trzeba traktować jak CZŁOWIEKA. Mało odkrywcze, wiem, ale dorośli często o tym zapominają. Ja staram się bardzo mocno pilnować, żeby nie pójść na łatwiznę i nie robić tego, co napisałaś pod każdą sytuacją w punktach „A”. Jest to w nas głęboko zakorzenione niestety bo tak i nas uczono w dzieciństwie.

    1. witaj 🙂 dziękuję za komentarz i miłe słowa. Zgadzam się, że wiele z tych zachowań typu A jest w nas zakorzenionych. Można je wykorzenić, oczywiście, co jest dobrą wiadomością. Myślę, że czasem niektórym brakuje pomysłu na plan B 0 stąd podane przykładowe reakcje. pozdrawiam Cię serdecznie 🙂 (taka wyrodna matka to Ty zupełnie nie jesteś 😉

  15. O tak skąd ja to znam. Są dni kiedy niestety muszę popełnić błąd podczas ubierania i na siłę to zrobić (bo się spieszę), ale na szczęście częściej rozmawiamy i tłumaczymy oraz dajemy możliwość wyboru. Swoją drogą samą mnie krew zalewa kiedy syn nie chce iść się bawić z innymi dziećmi na placu zabaw – bo nie – a inne mamy twierdzą, że przecież „musi iść”.

    1. wiem, że czasem jest trudno uniknąć siłowych rozwiązań… znam to z autopsji. Ale najważniejsza jest ogólna tendencja.
      i rozumiem zalewanie krwią przy komentarzach innych mam… też mnie nerw bierze w takich sytuacjach.. pozdrawiam serdecznie Sylwio! 🙂

  16. Bardzo ważny tekst. Niestety wśród nas pokutuje przekonanie, że dziecko musi być dobrze wychowane. Ileż to razy sama słyszałam „daj buzi babci’. Już wtedy postanowiłam, że nie zrobię mojemu dziecku tego, co mi doskwierało w dzieciństwie. Póki co tego się trzymam, a dziadkowie podchodzą ze zrozumieniem 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *