Jak Ona to robi? część 2.


Jakiś czas temu miałam okazję popełnić wpis na temat filmu opisującego „żartobliwie” jak wygląda praca kobiety pracującej w domu. Skomentowałam w nim sam filmik, ale także opisałam w nim jak ja pracuję z domu. I jakby to przełożyć na godziny, to wyszło mi, że pracuję pół etatu. No tak, ale jeśli ktoś pracuje inaczej, albo więcej godzin? Mając przy boku kilkumiesięcznego szkraba? Postanowiłam się przekonać, jak to jest u innych. I oczywiście zwróciłam się do blogerek pracujących zawodowo z domu.

Dzisiaj kolejny tekst – Kasi, mamy 8-miesięcznego synka. Miłej lektury 🙂 

Asertywna Mama


Kasia jest autorką bloga
www.zblyskiemwoku.pl  poświęconego psychologii rodziny, dogadywaniu się z bliskimi i odpoczywaniu. Aktualnie na pełny etat zajmuje się 8-miesięcznym synkiem i jednocześnie rozwija swój kurs on-line „Jak się dogadać w rodzinie”, który rusza we wrześniu. W tym roku wydała też swoją pierwszą powieść „Ślady”. Przeczytaj jak organizuje swoją pracę, żeby znaleźć na to wszystko czas.

 

Zacznę od tego, że moje dziecko należy do łaskawych. Śpi regularnie nawet do 3-4 godz. w ciągu dnia w pakietach 30-60 minutowych. Nie choruje, od 3 miesiąca przesypia całe noce. Wiem, że należę więc do szczęściarzy, którzy mogą sobie w miarę regularnie zaplanować pracę. Owszem, mamy czasem takie dni, gdy jest 30 minut na pracę, ale to też jest czas, kiedy mogę COŚ zrobić. Bo to ważne, żeby nie dołować się zbyt długą listą zadań, kiedy nie mamy nawet czasu usiąść na chwilę.

Bo przecież sama opieka nad dzieckiem jest wyczerpująca, teraz maluch zaczął raczkować więc jestem w ciągłym ruchu z oczami dookoła głowy. A na dodatek nie umiem pracować w weekend, ten czas należy w całości dla rodziny. Organizuję się więc tak, żeby wszystko, co jest pracą, robić w tygodniu, w czasie drzemek dziecka, a gdy się obudzi mieć dla niego czas na wyłączność. Jak łączę obowiązki domowe, macierzyńskie i rozwój biznesu w jednym dniu?

 

Planowanie zaczyna się… od wyspania się.

To podstawa. Skończyły się dla mnie zarwane noce. Budzimy się zwykle ok. 6, więc jeśli nie pójdę spać ok. 22. jestem potem nieprzytomna i muszę drzemać z dzieckiem (więc to jedna godzina działania mniej). Owszem, czasem wybieram wieczorne rozrywki, ale liczę się z tym, że z czegoś będę potem rezygnować.

 

Miej swoje priorytety.

Co robisz, kiedy dziecko śpi? Sprzątasz, gotujesz 3-daniowy obiad, przeglądasz katalogi wnętrz, śpisz, czytasz, a może rozwijasz biznes? Nic mi do tego, ale to twoje wybory. Bo wiesz, trudno jest robić wszystko. Może się da, choć nigdy nie próbowałam, bo robienie nawet jednej rzeczy z tej listy jest męczące (oprócz drzemek). Co jest dla Ciebie ważne? Czemu chcesz poświęcić swój czas, gdy jeszcze nie padasz na nos ale masz trochę energii? Jeśli wybierasz przeglądanie facebooka, to nie dziw się, że nie masz na nic czasu. Facebook jest nieskończony- chciałam kiedyś dojść do końca, ale zrezygnowałam 😀

 

„Dziecko w końcu zasnęło, za co się mam zabrać?”

Może znasz to uczucie – dziecko w końcu zasypia, w domu bałagan, jesteś zmęczona, brudna, głodna. Nie wiesz, w co masz włożyć ręce. Czasem też tak mam, ale zwykle w trakcie aktywności dziecka robię większość rzeczy domowych. Gotuję, omawiając kolejne czynności zabawnym głosem i daję synkowi do powąchania warzywa i przyprawy. Gdy wieszam pranie, on bawi się ulubioną miską (schowajcie się rozwojowe zabawki, u nas królują micha i kot!) albo bawimy się w „akuku” wypranymi pieluszkami. Jasne, wymaga to trochę zachodu i trwa dwa razy dłużej, ale za to moment, gdy dziecko zasypia jest moim świętym czasem.

Planuję z wyprzedzeniem zadania na cały tydzień – jakie wpisy umieścić na blogu, co podlinkować, jaki jest kolejny krok w tworzeniu kursu on-line. Sprawdza mi się to planowanie tygodniowe, bo mam trudniejsze i lepsze dni z maluchem. W ten sposób, gdy dziecko zasypia, wybieram z pakietu tygodniowego zadania, które wymagają większego lub mniejszego wysiłku zależnie od tego jak bardzo męczące było nasze popołudnie z synkiem. I zawsze dokładnie wiem, co mam robić. Zadań mi jeszcze nigdy nie brakło 😀

Szybsze i krótsze zadania to np. publikowanie zdjęć i wpisów w mediach społecznościowych (facebook, instagram), odpowiadanie na wiadomości i maile. Dłuższe zadania to pisanie i tekstów albo nagrywanie filmów do kursu (tak, dało się to zrobić w trakcie drzemek synka, aczkolwiek trwało to cały tydzień i wymagało wielokrotnego poprawiania makijażu, resztek włosów, których nie wyrwało mi dziecko i przeganiania kota z kadruJ)

 

3 zadania w ciągu dnia.

Zwykle nie planuję więcej. Najlepiej żeby te zadania dało się podzielić na małe 15-minutowe odcinki, jeśli nie to… same się podzielą, bo dziecko się przebudza, bo przyjeżdża kurier etc. Dla mnie kluczem było właśnie zaakceptowanie, że robię tyle ile mogę i nie frustruję się, że to mało. Jestem wdzięczna za każde 15 minut spokoju.

 

Sprawunki przy okazji

Poczta, apteka, małe zakupy, lekarz, spotkanie z koleżanką. Ogromną ilość rzeczy robię z dzieckiem, dla niego to też okazja na poznawanie okolicy, innych dzieci, psów i po prostu miła odmiana. Czasem spędza ją spokojnie w wózku, czasem wieziemy w wózku ulubionego pluszaka bo jest chwila na tulenie z mamą, ale jest to zwykle spokojny czas. Widocznie ataki złości w sklepie jeszcze przede mną 🙂

 

Mąż mi nie pomaga!

Mój mąż nie pomaga  mi w domu! On się nim zajmuje tak samo jak ja. Bo w nim mieszka, bo tak samo je, i brudzi jak wszyscy inni domownicy. Sam sobie prasuje i robi pranie, gotuje w weekendy, a ja w tygodniu i naprawdę nie jest to dla mnie powód do zachwytu. Bo on też nie zachwyca się tym, że piorę swoje ubrania.  Nasz kot i dziecko (jeszcze!) nie biorą udziału w sprzątaniu, więc jest nas dwoje, ustaliliśmy kolejki i większe sprzątanie każde z nas robi raz na tydzień, a na co dzień ogarniamy bałagan po sobie.

Podobnie nie zachwycam się, gdy mąż zajmuje się dzieckiem. Od tego mam urlop macierzyński, żeby się dzieckiem zająć, ale też potrzebuję odpoczynku  i to dla mnie oczywiste, że mój mąż potrafi dziecko przewinąć, nakarmić, zostać z nim na kilka godzin, wieczorem, albo na cały weekend i obaj dobrze się bawią.

 

Zakupy to nie odpoczynek

W byciu mamą nauczyłam się, że regeneracja jest równie ważna jak praca. Wiecie co robią zwykle mamy gdy tatusiowie zajmują się dziećmi? Piorą, zmywają i ogarniają bałagan, który zrobiło dziecko. I niektóre nazywają to odpoczynkiem! Jasne, ktoś to musi robić i są takie dni, kiedy humory moje i dziecka sprawiają, że jest to miła odmiana od biegania za raczkującym szkrabem, ale umówmy się: zakupy to nie odpoczynek. Nawet gdy baaaardzo długo wybierasz bio-jaja i delektujesz się widokiem samych dorosłych ludzi, którzy nie ciągną cię za włosy i nie pluj ą;), nie o taki odpoczynek chodzi.

Odpoczynek to śniadanie w ciszy, albo popołudniowa kawa z koleżankami na mieście. Kino, książka albo najzwyklejsza drzemka. To czas, gdy możesz nie robić nic.

 

 

Mam nadzieję, że mój wpis pomoże Ci lepiej się zorganizować i zadbać o siebie.

Będzie mi miło, jeśli dasz o sobie znać. Jeśli masz do mnie pytanie, znajdziesz mnie tutaj:

Ściskam! Kasia

 

Blog: http://www.zblyskiemwoku.pl/

Kurs on-line „Dogadaj się w rodzinie”:  http://www.zblyskiemwoku.pl/kurs-on-line/

https://www.facebook.com/ZBlyskiemWOkuBlog

https://www.instagram.com/zblyskiemwoku/

Related Post

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *