Granice żartu. O tym, jak przez macierzyństwo straciłam poczucie humoru

Taka sytuacja.

Zamiatamy sobie z Młodym podjazd przed bramą. Przechodzi ulicą kobieta w wieku lat 60+ (na oko). Patrzy na nas, my na nią. I nagle mówi do Młodego:

– Chodź, pójdziesz ze mną?

I wyciąga do niego rękę.

Młodego zamurowało. Mnie jakby ktoś prądem strzelił. Wypaliłam do kobiety:

– Syn nigdzie z panią nie pójdzie!

Na co ona spłoszona:

– Ale to jest tylko żart!

– To proszę tak nie żartować.

– Przepraszam!

I poszła dalej. Młodemu wyjaśniłam, że pani myślała, że to jest śmieszne, ale nie jest i zajęliśmy się dalej sprzątaniem.

***

Zareagowałam z refleksem godnym rewolwerowca, bo taka sytuacja nie zdarzyła nam się pierwszy raz. Nasz „debiut” miał miejsce, gdy Młody właśnie samodzielnie ruszył na dwóch nogach. Przechodząca przez plac zabaw starsza pani, zachwycona Młodym, zasugerowała z uśmiechem, że chętnie przejmie go na stałe. Również z uśmiechem odparłam, że Młody nie jest na sprzedaż.

Wtedy ta sytuacja nie bardzo mnie poruszyła, aczkolwiek ją zapamiętałam.

Kolejna była w sklepie. Młody, do tej pory anielsko cierpliwy, w końcu się zmęczył w kolejce do kasy. Wiecie, jak to czasem jest z kolejkami. Są długie niczym listopad. I pani kasjerka (blisko już było) rzuciła do Młodego:

– Bądź grzeczny, bo cię zabiorę.

?!

Skomentowałam, że przecież jest spokojny, tylko ma dość stania w kolejce.

Pani na to:

– Tylko żartowałam.

– To niech pani tak nie żartuje.

***

Wiem, dziwna jestem.

Takie „żarty” nic a nic mnie nie śmieszą. Ale to na pewno wina hormonów. Odbiło mi po tej ciąży i teraz jestem przewrażliwiona. Bo to przecież takie zabawne mówić małemu, niemówiącemu choć samobieżnemu dziecku: „zabiorę cię od mamy”. Starszakowi też zabawnie jest tak powiedzieć. To takie śmieszne widzieć, jak zamiera w bezruchu.

W dodatku to jakaś epidemia jest – nie tylko mnie takie sytuacje nie bawią! Zaskakująco często czytam o takich historiach. Rekord pobiła obca pani, która po prostu wzięła dziecko za rękę i poszła w swoją stronę. Z cudzym dzieckiem! Osobiście podejrzewam, że w Stanach mogłaby już zostać oskarżona o próbę porwania. U nas to zwykły „żart”.

Przejaskrawiam? Nie sądzę.

Małe dziecko w obecności rodziców ma poczucie bezpieczeństwa. Niektóre dzieci reagują wręcz histerią na wiadomość, że mama jest gdzie indziej albo w sytuacji, gdy zniknie im z oczu. Jest to rozwojowym etapem w dojrzewaniu tożsamości dziecka. Mama jest od tego, żeby być – koniec i kropka (to przejdzie, spokojnie, nastolatki zwykle reagują dokładnie odwrotnie). W dodatku wokół siebie maluch ma zwykle życzliwe osoby, które traktują jako normalne to, że dziecko jest obok matki. Aż tu nagle przychodzi ktoś zupełnie obcy i mówi: „Chodź, zabiorę Cię od mamy”, „Chodź ze mną”. A dziecko traci orientację. Zamiera w bezruchu, bo totalnie nie wie, co ma zrobić! Pójść z panią??

I tu oczywiście jest rolą rodzica, by zareagować i postawić granice intruzowi. Powiedzieć „dowcipnej” starszej pani (lub panu).

Moje dziecko nigdzie z panią nie pójdzie.

Proszę nie mówić tak do mojego dziecka, proszę je zostawić.

To jest moje dziecko, proszę odejść.

itp.

Wyraźna granica jasno określa miejsce, w którym pani weszła na nieswoje terytorium.

I rozumiem, że pani może mieć „dobre” intencje, że nie chciała nic złego. Ale powiedzenie o dobrych intencjach chyba każdy zna. Piekło jest nimi wybrukowane.

Dlatego stawiam granice. A dokładniej – uczę się tego. Takie panie są już duże i najwyższa pora, by również nauczyły się, kiedy żart nie jest żartem.

Jeśli znasz kogoś komu ten tekst się przyda, podaj go proszę dalej i/lub odwiedź mnie na facebooku 🙂

Related Post

Share

20 odpowiedzi do “Granice żartu. O tym, jak przez macierzyństwo straciłam poczucie humoru”

  1. Czasami ludzie nie zdają sobie sprawy z tego co mówią.Wiem, że nie mają oni złych intencji, jednak są tacy, którzy w podobny zartobliwy sposób odzywają się do dzieci.Jednak są też tacy, którzy mogą zagrażać dziecku, dlatego nasze pociechy trzeba uczulać na tego typu zaczepki aby wiedziały jak reagować.Ja również spotkałam się z podobnymi zaczepkami głównie ze strony starszych osób, które np.chcialy synka czymś poczęstować.Grzecznie powiedziałam że on nie przyjmuje niczego od obcych.Oani zrozumiała.

  2. To sa takie niebezpieczne zarty, moga zostac zle zrozumiane, sama nigdy nie posuwam sie do takich zartow, ale niektore osoby robia to niewiadomie – bo wydaje mi sie, ze o ile kiedys cos takiego funkcjonowalo – czasy sie zmienily, ludzie stali sie bardziej wrazliwi na takie tematy, a to ze wzgledu na to, ze tyle mowi sie o pedofilii itp. Az strach sie bac. Pozdrawiam serdecznie Beata

  3. Biorąc pod uwagę porwania itd. Nie dziwię się Twojej reakcji. Mało tego mnie również, to zachowanie nie bawi, więc nie jesteś w tym odosobniona.

  4. Kurczę, nie wiem skąd te starsze panie biorą te pomysły ale nam tez się takie teksty zdarzały. Ja jestem wyszczekana i odpowiadam „ze jak coś to mogę po kogoś zadzwonić kto i Panią zabierze.” Dzieciaka mi będzie taka straszyć.

  5. Niestety, u nas to nagminne. Obserwator widzi, jakąś „scenę” z krzyczącym dzieckiem w roli główniej i od razu myśli, że rodzic sobie nie radzi, więc trzeba mu pomóc. A jak? Najlepiej „postraszyć” dziecko, że się je zabierze.
    Ja się wielokrotnie się z tym spotkałam. Moje dzieci były rezolutne, szybkie, dynamiczne, zawsze chciały iść swoją drogą, choć oczywiście cały czas z mamą u boku. Ciągle słyszały, że je ktoś zabierze, albo żeby poszły dobrowolnie, bo „spotka ich jakaś nagroda”. Kiedy byłam młodsza ciężko mi było na to reagować i tylko głupio się uśmiechałam, chwytając dziecko za rękę. Ale teraz to już z grubej rury mówię – weź się odczep człowieku i sam sobie idź. Ale musiałam do tego dojrzeć.
    Podoba akcja, jest kiedy, jakiś obcy człowiek zachwycony naszym słodkim maluszkiem mówi – a dasz babci (babci????) buzi? Dokładnie tak samo się trzeba odwinąć 🙂

  6. nigdy nie wiem jak się w takiej sytuacji zachować i co powiedzieć. Jedyny mój mechanizm obronny to przytulenie dziecka, żeby czuł, że nigdzie Go nie opuszczam

  7. Sama byłam tak straszona w dzieciństwie i aż do dziś mam ciarki! Jedyny wyjątek od reguły moim zdaniem jest wtedy, kiedy intencją rozmówcy nie jest ukarać/przestraszyć/zagrozić, ale ewidentnie pozytywnie zażartować. Np. „tak bardzo bym chciała córeczkę, a twoja jest taka śliczna i zabawna, mogę ją pożyczyć na godzinkę?”. Jakoś zawsze mi się miło robiło jak to słyszałam 🙂

  8. Dla dziecka oderwanie od mamy może być traumą. Ja bym też nie chciała, aby moje dziecko ktoś tak straszył lub zabawiał. Za moich czasów straszono dzieci Cyganami. Zupełnie niepotrzebnie. To może zabawne fla dorosłych, ale dla dzieci zupełnie nie. Rozumiem zatem Twoje reakcje.

  9. Tu rzeczywiscie jest bardzo delikatna granica, bo czasami taka rekacja obcej osoby pomaga, jak dziecko kaprysi i robi maly skandal z tupaniem nozkami, wtedy takie odwrocenie uwagi przez osobe trzecia, nie mowie tu konkretnie o wezme Cie, ale cos w rodzaju – a czemu tak placzesz? – pomaga mamie zapanowac nad sytuacja.

    1. Wiem, że w większości przypadków pewnie to by zadziałało, ale np. ja ma córkę z zespołem aspergera i jak ktoś patrzy jej w oczy i pyta „a czemu ty płaczesz / a czemu taka ładna dziewczynka a tak płacze”, to odpala bombę 🙂 nawet, ja jako rodzic, nie jestem w stanie już tej histerii opanować.

  10. Dobrze, że poruszyłam ten temat. Ileż to ja razy słyszałam od ludzi, chodź, zabiorę Cię, albo gdy córka plakała czy nie chciała dalej iść, to obca kobieta mówiła, żeby była grzeczna, inaczej ja zabierze… Nie do końca wiedziałam, jak na to reagować. Ale prawie zawsze mówiłam potem dziecku, że nigdy nie oddam i niech nie słucha tego. Nie rozumiem jednak, czemu to jest takie powszechne… Sama w życiu tak nie mówiłam do innego dziecka. Bo i po co?

  11. Nie miałam jeszcze takiej sytuacji. Myślę że moja reakcja zalażałaby od moje humoru. Uważam że, my matki stałyśmy się przewrażliwione, wyczulone na wszystko. Sama trochę tym schematem przesiąkłam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *