Do czego nie dajesz sobie prawa?

Ostatnio pisałam o dawaniu sobie prawa TU i TUTAJ. Dzisiaj rzecz o tym, do czego nie dajemy sobie prawa.

Gdy zapytam: „Czy dajesz sobie prawo do 30 minut tylko dla siebie?”, uzyskam pojedynczą, krótką odpowiedź – „tak” lub „nie”. Pytanie „Do czego nie dajesz sobie prawa?” generuje listę sytuacji, w których odmawiasz sobie prawa do jakiegoś zachowania czy uczucia.

Lista może wyglądać na przykład tak.

Nie daję sobie prawa do:

  • zostawienia brudnego zlewu przed pójściem spać,
  • przeklinania, przeklinania przy dzieciach,
  • przechodzenia na czerwonym świetle (takie są przepisy), nawet jak jest pusto i w zasięgu wzroku nie ma żywego ducha, o pojazdach nie wspominając,
  • odpoczynku, gdy dziecko jest chore i siedzi się przy nim non stop 24 godziny na dobę,
  • „wychodnego” raz na jakiś czas – tata zostaje z dziećmi, a mama ma wolne,
  • pracy w ciszy i spokoju – tak, by nikt mi nie przeszkadzał, ani dzieci, ani mąż,
  • zmęczenia,
  • wykąpania się bez towarzystwa (z dziećmi jest tata, babcia – w każdym razie są pod opieką),
  • zjedzenia rano śniadania albo wypicia porannej kawy,
  • do spowodowanego zmęczeniem krzyczenia na dzieci i męża,
  • do zmiany planów, gdy już się z kimś umówiłam na spotkanie,

itp, itd.

Powyższe punkty to oczywiście tylko ułamek procenta możliwych odpowiedzi. Mam podejrzenie graniczące z pewnością, że każdy miałby choć kilka punktów w odpowiedzi na to pytanie.

Po co w ogóle tworzyć taką listę? Od kilku tygodni piszę o podstawowych kwestiach związanych z postawą asertywną i robieniu wewnętrznego remanentu. To jest kolejny element układanki. Otóż warto przyjrzeć się tej liście z uwagą i zastanowić nad tym, które z tych punktów mi przeszkadzają, a które są dla mnie do przyjęcia i, co więcej, tak właśnie ma być (bo takie mam zasady i przekonania)!

Jeśli któreś Cię uwierają – nic i nikt nie stoi na przeszkodzie, by zmienić tę sytuację, ale o tym innym razem.

Jeśli niektóre punkty z listy są dla Ciebie ok – super. Warto je sobie uświadomić, może nawet gdzieś zapisać – będzie to znakomite uzupełnienie podręcznego zapasu argumentów w dyskusjach typu: „A dlaczego nie robisz tego i tamtego albo robisz to i owo?”

Dlaczego to pytanie, a także odpowiedź na nie, są takie ważne? Dlatego, że stanowią one znakomite przygotowanie do udzielania asertywnej odmowy (już w marcu będę o tym pisać). Jeśli jestem świadoma, że nie daję sobie prawa do robienia czegoś, zachowywania się w określony sposób, dużo łatwiej jest mi powiedzieć „nie”. Są to bardzo silne, płynące z wnętrza argumenty. W dodatku, im większą presję ktoś wywiera („No chodź, co będziemy stać na czerwonym, przecież nic nie jedzie”), tym silniejsze staje się owo NIE – nie, nie przechodzę na czerwonym świetle i już.

Z mojego podwórka –  nie daję sobie prawa do przeklinania, a już zwłaszcza przy dziecku. Mało tego, nie daję tego prawa także innym i gonię tych, którzy mają do tego tendencję.

A jak jest u Ciebie? Do czego nie dajesz sobie prawa?

Related Post

Share

5 odpowiedzi do “Do czego nie dajesz sobie prawa?”

  1. Nie jestem (jeszcze) mamą i pewnie dlatego daję sobie prawo nawet nie do 30 minut dla siebie, lecz 2-3 h. A jeśli tego czasu nie mogę sobie poświęcić z uwagi na jakieś inne ważne sprawy, czyję się wręcz oszukana. Pewnie nie jedna mama by to uznała za egoizm, ale wiadomo – priorytety się zmieniają. Mam nadzieję, że kiedy na mnie przyjdzie czas, nie wyrzeknę się siebie i swojego czasu całkowicie na rzecz dziecka. To by było nie fair. Żadna mama nie przestaje być samodzielną osobą po urodzeniu dziecka.

    1. Oczywiście, że nie przestaje być samodzielną osobą po urodzeniu dziecka. Kwestia polega na tym, że gdy pojawia się dziecko trzeba niejako na nowo ułożyć sobie wszystko. Do tego dochodzą oczekiwania, przekonania co się powinno robić, czego nie i czasem można się w tym pogubić. Ale na szczęście można też się z powrotem odnaleźć 🙂 Pozdrawiam Cię Asiu 🙂

  2. Czuję się zainspirowana do głębszego pogrzebania w sobie, bo o dziwo wcale nie tak łatwo jest mi odpowiedzieć sobie na to pytanie. O ile kilka takich rzeczy, do których nie daję sobie prawa i chciałabym to zmienić, udało mi się znaleźć, to z tymi, do których nie daję sobie prawa i czuję się z tym dobrze – mam pewien problem…

    1. Ha, bo wcale nie trzeba ich zmieniać, jeśli czujesz się z nimi dobrze. Na tym dowcip polega. Innymi słowy pytanie mogłoby brzmieć: „czy dajesz sobie prawa do tego, żeby do czegoś NIE DAWAĆ sobie prawa?”. Jeśli czujesz się z czymś dobrze, to albo tak po prostu powinno być, albo jeszcze nie nadszedł czas by coś zmieniać. Jeśli nad czymś pracować – to najlepiej nad tym co doskwiera. Pozdrawiam serdecznie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *