Asertywna odmowa

— Marta, ale to jest piękna kiecka! Pożyczysz mi na ten weekend? Idziemy na wernisaż i cały czas myślę, w co się ubrać. Ta jest genialna!

— Hmm… Wiesz, Monika, sama jej jeszcze na sobie nie miałam.

— Rozumiem, ale to oczywiste, że po użyciu od razu ją wypiorę. Wróci do ciebie czysta i pachnąca. Nie będziesz musiała sama jej prać przed pierwszym użyciem.

— E… To bardzo miłe, ale… Też mi się ta sukienka podoba i chciałabym najpierw sama ją założyć.

— No, nie dziwię ci się – jest naprawdę elegancka. Ale może wyjątkowo, specjalnie dla mnie, mogłabyś mi ją pożyczyć?

— No, sama nie wiem…

— Oj, Marta, nie daj się prosić. Swojej najlepszej przyjaciółce nie pożyczysz?

— No, w sumie…

— No widzisz! Dziękuję, kochana, to lecę! Opowiem ci, jak było i za tydzień oddaję sukienkę!

***

Asertywne odmawianie to wręcz flagowy produkt asertywności. Kojarzy się z nią najczęściej (o czym pisałam tutaj). Dziś o tym, na czym właściwie polega.

Zacznijmy od procedury. Otóż, żeby asertywnie odmówić:

Po pierwsze – należy użyć słowa NIE. Serio. Bez tego trzyliterowego słowa się nie obędzie.

Po drugie – trzeba zrobić to z odpowiednią intonacją. Niepewnie – źle. Z przekonaniem – dobrze.

Po trzecie – można wyjaśnić, dlaczego się odmawia, zwracając uwagę na to, jakich używa się słów. I tutaj mam konkretną wskazówkę.

Sprawdzają się słowa: „zdecydowałam, podjęłam decyzję, postanowiłam, nie zrobię, nie zgadzam się zrobić” itp.

Natomiast odradzam używanie słów: „nie mogę, nie powinnam, chciałabym/nie chciałabym, wolałabym” itp.

Czemu?

Zrób, proszę, eksperyment. Przeczytaj na głos słowa z pierwszej listy, a potem z drugiej. Słyszysz różnicę? (Jeśli nie – niech ktoś Ci przeczyta te słowa albo nagraj się i odsłuchaj.)

Słowa z pierwszej listy świadczą o zdecydowaniu, przemyśleniu, podjęciu decyzji. Nawet wypowiada się je inaczej.

Słowa z drugiej listy użyte w rozmowie dają poznać rozmówcy, że nie jesteśmy pewni tego, co mówimy. W ten sposób zostawiamy mu pole do manewru. To się naprawdę wyczuwa i słyszy, a rozmówca podświadomie drąży temat, czując swoją rosnącą przewagę. I często uzyskuje główną wygraną – zgodę na coś, czym nie jesteśmy zainteresowani. Nam pozostaje żal do siebie, że przecież chcieliśmy odmówić, a znowu nie wyszło.

Przyjrzyj się, proszę, wstępnemu dialogowi. Marta, właścicielka szałowej sukienki, ani razu nie użyła słowa „nie”. (Wiem, że to fikcja literacka i mogłam ten dialog tak napisać, żeby użyła.) Ale czy nie jest to realna sytuacja? Wielokrotnie spotkałam się z taką formą „odmawiania”. I wiesz, co? Ona nie działa.

Dla porównania – przeczytaj, proszę, drugą wersję tej sytuacji:

 

— Marta, ale to jest piękna kiecka! Pożyczysz mi na ten weekend? Idziemy na wernisaż i cały czas myślę, w co się ubrać. Ta jest genialna!

— Dlatego ją kupiłam, jest wystrzałowa. Miło mi, że ci się podoba, ale ci jej nie pożyczę. Sama zamierzam ją „rozdebiutować”.

— No weź, Marta, ta sukienka jest idealna! Nie będę jej długo trzymać i oczywiście ci ją wypiorę, i nawet wyprasuję.

— Przecież ty nigdy nie prasujesz! Naprawdę musisz chcieć tę sukienkę. Monika, doceniam poświęcenia, na które jesteś gotowa, naprawdę, ale nie pożyczę ci jej. Pierwszy raz należy do mnie. A już zwłaszcza przy tej kreacji.

— Najlepszej przyjaciółce nie pożyczysz?

— Pewnie, że pożyczę, ale po pierwszym użyciu. Nie wiem, kiedy będzie debiut tej sukienki, ale na pewno nie zdążę do soboty.

— No trudno… Myślałam, że będę miała problem z głowy. No nic, idę szukać inspiracji na wyprzedażach. Idziesz ze mną?

— No pewnie 🙂

 

Czujesz różnicę? Monika przetestowała przyjaciółkę, sprawdziła, czy nie ma szpary w drzwiach, ale Marta nie dała się zagiąć. Odmówiła w pięknym stylu. Przedstawiona wersja jest najprostszą z możliwych – z miłym zakończeniem. W rzeczywistości nie zawsze jest tak różowo, ale o fochach i szantażu emocjonalnym napiszę innym razem.

Z mojego podwórka. Wiesz, jak ja się nauczyłam odmawiać? Stopniowo. Zawsze byłam osobą nieśmiałą, więc moje początki związane były z rumieńcami na twarzy (taka natura) i wiciem się jak piskorz. Wtedy nie zawsze się udawało. Pierwszy przełom nastąpił w trakcie treningu asertywności, w którym uczestniczyłam wkrótce po studiach. Wtedy poznałam teorię, jak należy odmawiać. Ale samo szkolenie to nie wszystko. Ćwiczyłam – po prostu – w życiu. W realnych codziennych sytuacjach. I to był drugi przełom – pozwoliłam sobie na ćwiczenia. Zajęło mi to sporo czasu (liczonego raczej w miesiącach niż dniach), ale teraz, jeśli jest taka potrzeba, umiem powiedzieć „nie”. Czasem muszę się mocno zastanowić, jakich słów użyć. I czasem nadal się czerwienię 🙂

A jakie są Twoje doświadczenia z odmawianiem? Czy (w razie konieczności) łatwiej Ci odmówić w sytuacjach z osobami bliskimi lub znajomymi, czy obcymi?

Related Post

Share

26 odpowiedzi do “Asertywna odmowa”

  1. Muszę przyznać, że o ile znam teorię, o tyle w praktyce nie idzie mi za dobrze. Niby mówię nie, ale chyba słychać w moim głosie tę niepewność, że nie chcę kogoś swoją odmową urazić i jestem w moim odmawianiu na przegranej pozycji.

  2. Z odmawianiem i jego nauką było u mnie podobnie. Ważne, żeby dać sobie czas na to, aby się tego po prostu nauczyć i nabrać w tym pewności, ale też zobaczyć, że od naszego „NIE” świat się nie zawali. 🙂

  3. Rodzimy się asertywni, a po latach uczymy się jak znów nimi być. świetny i jakże potrzebny temat. Asertywna odmowa myślę, że jest jedną z ważniejszych umiejętności jeśli chcemy żyć w zgodzie z sobą i otoczeniem. Świetnie i bardzo przystępnie to opisałaś. Pomocne są też podane przez Ciebie przykładowe dialogi, dzięki czemu w szybki sposób można zauważyć ogromną różnicę. 🙂

    1. bardzo dziękuję 🙂 Przyznaję, że przyszło mi do głowy, przy malutkim dziecku, że jest ono mistrzem w stawianiu granic (że o odmawianiu nie wspomnę 🙂 ) Tylko, że dorośli swoim działaniem często je przekraczają a wychowując psują te naturalne odruchy. I potem człowiek musi się uczyć od nowa. Dziękuję za wpis 🙂

  4. ŚWIETNY ARTYKUŁ! Dzięki za przykłady!
    My kobiety mamy problemy z odmawianiem i asertywnością. Wydaje nam się, że musimy ciągle wszystkich zadowalać, że najpierw potrzeby innych, a potem dopiero nasze. Ostatnio pisałam o tym, jak ładnie odmawiać na swoim blogu, ale bardziej pod kątem biznesu.
    Dzięki za trochę inne przedstawienie tego ważnego i trudnego tematu!

    1. Bardzo dziękuję za uznanie 🙂 Swoją drogą to ciekawa sprawa, że problemy z odmawianiem i asertywnością w ogóle kojarzą się głównie z kobietami, nie sądzisz?…

  5. Ostatnio usłyszałam od bliskich mi osób: „Ale Ty jesteś asertywna, ja tak nie umiem”. Dzieci nie mam, ale uczę w szkole i gdy widzę te małe oczyska to aż się serce kraje, lecz nie ulegam. To nie jest łatwe i wydaje mi się, że trzeba być silnym psychicznie, by być asertywnym. Wszystko w naszych rękach. Świetny wpis. Bardzo potrzebny i klarowny. BRAWO! 🙂

    1. Bardzo dziękuję za miłe słowa 🙂 i gratuluję opinii od bliskich! Warto im powiedzieć, że to, że nie umieją być asertywnym – to tylko do tej pory – zawsze mogą się nauczyć 🙂 pozdrawiam serdecznie i zapraszam ponownie 🙂

  6. Asertywności nauczyłam się w gimnazjum 😉 Na prostym przykładzie…
    Zbuntowałam się i nie mówiłam już, że „nie mam zadania” tylko „zrobiłam to sama, poświęciłam swój czas, więc nie będę się dzielić swoją pracą.”
    Na początku ludzie są zdziwieni, gdy się im odmawia – czy to zadnia, sukienki, wody na wf, czy batonika. (Nie mówię tu o tym, że nie podzielę się, gdy ktoś jest głodny, tylko o tym, że zamiast kupić sobie np. wodę na wf, pieniądze przeznacza na fajki itp.)

    Asertywność dużo ułatwia w życiu, fakt, czasem ulegnę, jak każdy.
    Ale trzeba ludzi uczyć, że nie będą mieć całe życie z górki, a ja nie jestem jakiś robotem, którym będą się wysługiwać 😉
    Pozdrawiam, Jula

    1. gratuluję wczesnego używania asertywności 🙂 to nie jest wcale takie częste! Masz też trafne obserwacje – ludzie często reagują zdziwieniem i zaskoczeniem gdy nagle im się zaczyna odmawiać w sytuacjach, w których wcześniej była zgoda. Powodzenia w edukowaniu swojego otoczenia! 🙂

  7. Bardzo podoba mi się sposób w jaki przedstawiłaś temat. Rzeczowo i konkretnie, a tak lubię najbardziej 🙂
    Zdecydowanie różnica pomiędzy pierwszym a drugim dialogiem jest diametralna. Druga rozmowa sugeruje też, że jest się silnym, stabilnym i pewnym tego co mówi człowiekiem. Sytuacja pierwsza i język w niej użyty to postawa uległości 🙂

    1. bardzo dziękuję 🙂 i dziękuję, że piszesz, o tym, że daje się zauważyć różnicę między dialogami. W pisaniu jest to trudniejsze do zaznaczenia niż na żywo. pozdrawiam i do przeczytania 🙂

  8. Dużo łatwiej przychodzi mi odmowa wobec osób mi obcych. Nie mam problemu nawet z obcesowym potraktowaniem natręta. Najtrudniej odmawia się… dzieciom. Myślę, że wiele osób się ze mną zgodzi.

    1. zawsze mnie zastanawia na ile nieodmówienie dziecku jest uległością (w sensie braku asertywności) a na ile… spełnieniem potrzeb dziecka. Pewnie niestety zależy to od sytuacji..

  9. Asertywność bardzo często wymaga czasu, nabycia swego rodzaju samoświadomości oraz dojrzałości emocjonalnej. Dla mnie najtrudniejsze było pozbycie się dręczących myśli w stylu „I co oni sobie o mnie pomyślą jak powiem nie?”. Wymagało to trochę pracy nad sobą, ale dzięki temu mam więcej czasu, moje relacje ze wszystkimi (bliskimi i dalszymi osobami) są zdrowe i partnerskie i nie mam nigdy pretensji do siebie, że robię coś wbrew własnej woli.

    1. Gratulacje Marta! Z tego co piszesz możesz służyć za żywy dowód działania komunikacji asertywnej w życiu codziennym! Pozwolisz, że będę Cię stawiać za przykład? 🙂
      Zgadzam się przy tym jak najbardziej z tym, że asertywność wymaga zarówno czasu jak i samoświadomości i dojrzałości emocjonalnej. Czasem po prostu trzeba dojrzeć do tego by ją stosować i wtedy zaczyna nagle wychodzić. Dziękuję za komentarz i pozdrawiam serdecznie!

  10. Jeśli jestem przekonana, że nie chcę czegoś zrobić, to jest mi stosunkowo łatwo i nie wdaję się w tłumaczenie, nie szukam wymówek tylko mówię nie. Jeśli tylko brak mi tej pewności, to łatwo podważyć moje nie 🙂

    1. Najbliższy tekst (ukaże się w poniedziałek 27 marca) będzie poświęcony pomocom w asertywnym odmawianiu. Może znajdziesz w nim coś interesującego dla siebie? Zapraszam i pozdrawiam serdecznie

  11. Odmawianie nie jest proste – NIGDY! To moje zdanie oczywiście. I rzeczywiście kiedyś chyba by mi to nie przeszło przez gardło… teraz czasem się udaje… Zdecydowanie w relacjach z bliskimi jest to trudniejsze… Chodź myślę że warto się tej sztuki nauczyć!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *